Okiem na Horror

Okiem na Horror

środa, 21 lutego 2018

Dym i lusta - Neil Gaiman

„Dym i lustra”, ponownie ukazały się za sprawą wydawnictwa Mag. Jest to czwarte wydanie tego obszernego zbioru opowiadań oraz magicznych i niesamowitych historii. Obszernego, ponieważ otrzymujemy trzydzieści sześć tekstów, o różnej długości, czasami pisanych wierszem. Tym, którzy znają tą pozycje, zbioru nie trzeba przedstawiać. Podobnie zresztą jest z twórczości Gaimana, o którym napisano bardzo dużo i każdy zainteresowany twórczością Amerykanina bez problemu znajdzie masę materiałów w sieci.
Warto jednak zwrócić uwagę na nowe, świetne wydanie w twardej oprawie, z rewelacyjną grafiką Dark Crayona, który zilustrował na nowo wszystkie pozycje Gaimana w najnowszej serii Maga.
Ci, którzy dotychczas zetknęli się już z twórczością autora „Amerykańskich bogów” czy „Gwiezdnego pyłu” - czyli dłuższymi historiami brytyjskiego pisarza, można zbiór krótszych form literackich polecić z czystym sumieniem.
Gaiman jak zawsze zaskakuje bujną wyobraźnią, opowiada o wydarzeniach niesamowitych, bajecznych, zabawnych, lecz także nostalgicznych, mrocznych i groźnych. Właśnie w  sugestywnej formie i oryginalnych  opowieściach można poznać autora jako wspaniałego bajarza, który bawi się historią i do wspólnej przygody zaprasza czytelnika.

wtorek, 20 lutego 2018

Sasah A. Denzil - Milczące dziecko



Ostatnio dość często zdarza mi się sięgać po książki, które traktują o zniewoleniu, zaginięciach, przemocy domowej wobec kobiet i dzieci. Odróżnia je od siebie przede wszystkim ładunek emocjonalny, jakim została obarczona dana powieść. Thriller psychologiczny już sam w sobie jest gatunkiem trudnym. Autor starając się go ugryźć nie stoi przed łatwym zadaniem wynikającym z rozwinięcia treści, zwrotów akcji, zyskującego zakończenia. Do tego dochodzi temat przewodni, niejednokrotnie ciężki pod względem społecznym i odnoszącym się do naszej indywidualnej wrażliwości. Sarah A. Denzil w „Milczącym dziecku” na warsztat wzięła nie jeden trudny motyw przewodni, zamykając go w thrillerze psychologicznym, według mnie czyniąc to w sposób znakomity.

Czerwona kurteczka unosząca się na wodzie stała się dla Emmy niepodważalnym znakiem, że jej sześcioletni syn Aiden nie żyje. Choć jego ciała nigdy nie odnaleziono, to kobieta musiała pochować swojego syna w myślach i sercu. Wzburzony prąd rzeki zabrał jej nie tylko jedyne dziecko, ale też całą przyszłość, której jeszcze miała wiele przed sobą. Wydawać by się mogło, że zostanie matką w tak młodym wieku już w pewien sposób pokrzyżowało jej plany, ale śmierć dziecka zrujnowała je zupełnie.
Mimo to po dziecięciu latach od utonięcia Aidena, Emma wciąż żyje i próbuje składać swoje życie na nowo. Wychodzi za mąż, pracuje, oczekuje drugiego dziecka, choć w tym wszystkim nie zapomina o ty, co straciła.
Jej świat na nowo burzy głos, którego nie słyszała od wielu lat, a który należy do policjanta niegdyś prowadzącego sprawę zaginięcia i utonięcia jej syna. Wystarczyła jedna krótka wiadomość: Znaleźliśmy Aidena

poniedziałek, 12 lutego 2018

Karen Dionne - Córka króla moczarów

Księżniczka płakała i rozpaczała. Łzy spływały na olchowy pień, a on się poruszył, bo był to król moczarów we własnej osobie, ten, który mieszka w bagnie! Widziałem, jak pień się odwrócił i już nie był pniem; długie, ociekające błotem gałęzie sterczały w górę niby ramiona; to biedne dziecko przeraziło się i zeskoczyło na grząskie trzęsawisko, ale tam nawet ja nie mogę utrzymać się na powierzchni, a co dopiero ona; natychmiast ją pochłonęło, a pień olchy zaraz też się zanurzył, to on pociągnął ją w dół; na powierzchni pojawiły się tylko wielkie, czarne bąble powietrza, potem nie było już nic. *


Książka ta wciąga swym dojmującym charakterem jak bagniste, grząskie moczary, które pochodzą z powyższego opisu „Córki króla moczarów” H.Ch. Andersena i powieści Karen Dionne o tym samym tytule. Analogiczne nawiązanie nasuwa się tutaj samo, a zbieżność tytułów nie jest przypadkowa. Mroczna baśń bajkopisarza, jak i współczesna powieść Karen Dionne odnoszą się do tego co zaginęło i nigdy już nie powróciło, nie wypłynęło na powierzchnie. To także opowieść o dualizmie natury ludzkiej.

Już w pierwszych stronach książki można odnaleźć podobieństwa nie tylko do andersenowskiej „Córki króla moczarów”, ale też do „Pokoju” Emmy Donoghue.
Helena urodziła się dwa lata po tym, jak jej ojciec uprowadził jej matkę, uwięził i gwałcił. Mokradła, na które ją sprowadził, stały się jej więzieniem, a dla Heleny – jedynym domem jaki znała. Dziewczynka nie miała pojęcia o innym świecie poza tym mokrym i przygnębiającym miejscu, w którym w trójkę żyli niemalże w pierwotnych warunkach: pozbawieni prądu, łatwego dostępu do pożywienia i wody, czy informacji. Dla dziecka urodzonego na moczarach była to sytuacja naturalna, a dzięki ojcu posiadła wiedzę o tropieniu, polowaniu, życiu zgodnie z trybem zmieniających się pór roku. Tylko matka była zawsze smutna, pełna rezerwy, pełna niechęci wobec własnego dziecka. Helena wiedziała, że ojciec źle traktuje matkę, dobrze nie traktował też jej, ale nie miała innego porównania, by zweryfikować rodzicielską miłość z jakąkolwiek inną.

środa, 7 lutego 2018

China Mieville - Ostatnie dni Nowego Paryża



Rok 1941. W ogarniętej wojennym chaosem Marsylii zjawia się Jack Parsons, amerykański inżynier i adept sztuk tajemnych. W kryjówce antynazistowskiej organizacji spotyka członków ruchu oporu, w tym André Bretona, czołowego teoretyka surrealizmu. Podczas dziwnych gier towarzyskich rozgrywanych przez niepokornych dyplomatów, wygnanych rewolucjonistów i awangardowych twórców Parsons za pomocą swego wynalazku odnajduje i gromadzi nadzieję. A jednak wbrew intencjom doprowadza do uwolnienia mocy zrodzonej ze snów i koszmarów, zmieniając losy wojny i świata na zawsze.
Rok 1950. Thibaut, samotny bojownik surrealistów idzie ulicami nawiedzonego Paryża, gdzie naziści i członkowie ruchu oporu zmagają się w ciągłym konflikcie, a po ulicach przechadzają się żywe obrazy i manifestacje tekstów literackich, a także istoty z głębi piekieł. Aby wydostać się z miasta, musi połączyć siły z Sam, amerykańską fotografką, próbującą utrwalić obraz zrujnowanego Paryża, a oboje znajdą sprzymierzeńca w postaci enigmatycznego symbolu łączącego w sobie przypadek i bunt: wyrafinowanego trupa...

Z książką „Ostatnie dni Nowego Paryża”  mam problem. Problem taki jak w przypadku „Domu z liści” Danielewskiego, chociaż to zupełnie dwie różne pozycje. O ile w przypadku Danielewskiego uważam, że nie byłem w stanie do końca zrozumieć wyjątkowości tego tomiszcza, to w przypadku książki China Mieville, zdecydowanie w pełnym zrozumienia  piękna powieści zabrakło mi wiedzy dotyczącej surrealizmu. Nawet posiłkowanie się opisami na końcu książki dzieł, którymi inspirowana była akcja czy fabuła nie pozwalało mi z pełnym komfortem zatopić się w powieści. Mało tego, aby wyłapać jak najwięcej „smaczków” posiłkowałem się wyszukiwarką google i grafikami przedstawiającymi niemal szalone i obłędne stworzone w umysłach autorów obrazy i rzeźby.  

Wywiady OkoLicy Strachu - Krzysztof Azarewicz

Krzysztof Azarewicz – z wykształcenia politolog, z zawodu tłumacz i wydawca. Założyciel oficyny Lashtal Press, redaktor pisma „Tarocista”. Od kilkunastu lat współtworzy liryki i merytoryczną oprawę albumów zespołu Behemoth. Współautor Spowiedzi heretyka,
wywiadu-rzeki z Adamem „Nergalem” Darskim. Podróżuje wraz z żoną Anią i eksploruje magiczne wymiary Wyżyny Tybetańskiej, piramid i pustyń Północnej Afryki, a także okultystycznych scen Berlina, Londynu i Nowego Jorku.

OkoLica Strachu: Cześć. Bardzo się cieszymy, że znalazłeś trochę czasu, aby odpowiedzieć na kilkanaście pytań. Szukałem wywiadów z Tobą w internecie, lecz jest ich bardzo mało, znalazłem jeden i dotyczył tylko Twojej przygody z muzyką metalową, wiec postaramy się dowiedzieć o Tobie jak najwięcej.
W tych dawnych czasach, można chyba tak o nich powiedzieć (śmiech), współpracowałeś z magazynem muzycznym „Thrash’emAll” i pisałeś tam recenzje, o ile dobrze pamiętam. Działałeś również z muzykami sceny metalowej jako autor tekstów i, nazwijmy to, konsultant − zgadza się?
Nadal współpracujesz z muzykami z tego środowiska?
Czy uważasz, że muzyka metalowa to dobry nośnik dla idei okultystycznych?

Krzysztof Azarewicz: Muzykę odkryłem
w 1986 roku, zaś na przełomie lat osiemdziesiątych
i dziewięćdziesiątych zaangażowałem się w działalność
tak zwanej metalowej sceny podziemnej.
W tamtym okresie nie było Internetu ani profesjonalnych
pism. By dowiedzieć się czegoś więcej
o swoich ulubionych zespołach i śledzić ich karierę,
trzeba było naprawdę się wysilić. „Podziemie” dawało
możliwość bycia na bieżąco z wydarzeniami.
Wielu ludzi nie poprzestało na samym słuchaniu,
lecz chwytało za instrumenty bądź zasiadało przed
maszynami do pisania typu Łucznik i zabierało się
za tworzenie niezależnych magazynów. Przypominało
to w jakimś sensie to, co w swej młodości
robił Lovecraft, który redagował amatorsko powielane
pisma. Ja również stosunkowo wcześnie złapałem
bakcyla i zacząłem pisać recenzje, a następnie
prowadzić własny fanzin. Nie tak dawno temu po
kilkunastu latach powróciłem do Polski. Ponowne
odkrycie archiwów zgromadzonych w okresie zaangażowania
w scenę muzyczną było istną przygodą.
Zachowałem z tamtego okresu setki listów i tyleż
samo – jeśli nie więcej! – kaset magnetofonowych.
Jeśli chodzi o współpracę z muzykami, od 1998
roku tworzę teksty dla grupy Behemoth. Kooperacja
trwa po dzień dzisiejszy i na razie nie zamierzamy
jej zakończyć.
Trudno mi powiedzieć, czy taka muzyka to
dobry nośnik dla idei okultystycznych. Wydaje
się, że metal i okultyzm znalazły wspólny mianownik,
ale z drugiej strony wiele docierających
do mnie dokonań zahacza o kicz, przynajmniej
w mojej subiektywnej ocenie. Osobiście nie piszę
tekstów by szerzyć jakiekolwiek idee, lecz by
wyrazić siebie.

poniedziałek, 29 stycznia 2018

C. J. Tudor - Kredziarz



Już niedługo w sprzedaży pojawi się „Kredziarz”, debiutancka powieść C. J. Tudor. Książka ukaże się nakładem wydawnictwa Czarna Owca w lutym br. Wokół tytułu już jest olbrzymi szum. Samo wydawnictwo rozdało na FB trzysta przedpremierowych egzemplarzy. Ponadto, odpalając codziennie internet można bez problemu znaleźć reklamę książki czy pierwsze recenzje i opinie. Maszyna ruszyła! Ten tytuł z pewnością nie uszedł Waszej uwadze. Czy faktycznie zapowiada się nam hit początku roku? Mam mieszane odczucia.

Po pierwsze w jednym z materiałów reklamowych spotkałem się z porównaniem „Kredziarza” do TO S. Kinga i filmu Miasteczko Wayward Pines. Porównywanie książki do prozy Kinga, a szczególnie do jego szlagierowej powieści, która nie dość, że regularnie jest wznawiana, to jeszcze filmowe TO okazało się najbardziej kasowym horrorem ostatnich lat – jest dość ryzykowne. Dlaczego? Zazwyczaj takie porównania są pomysłem marketingu wydawcy, zaś sama powieść naprawdę bardzo rzadko spełnia oczekiwania czytelników. Bo przecież jak ktoś nam pisze, że to nowe TO, więc oczekiwania mamy bardzo wysokie.

Wróćmy do pytania jak jest z „Kredziarzem”. 

niedziela, 28 stycznia 2018

Wojciech Chmielarz - Cienie

Demonów z przeszłości nie musimy gonić. 
One na nas czekają.

Egzemplarz recenzencki „Cieni” trafił do mnie już jakiś czas temu, ale ciągle coś stało na przeszkodzie, aby zasiąść do napisania recenzji.
A przecież tak świetna książka zasługuje na to, aby o niej pisać, mówić, dyskutować.

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Chmielarza pamiętam bardzo dobrze, bo po przeczytaniu „Podpalacza” bardzo szybko zabrałam się za następne tytuły.
I od tamtej pory jego nazwisko  już na dobre zagościło wśród moich książek, a napisanie recenzji do „Wampira” czy „Zombie” to była dla mnie prawdziwa przyjemność. Nie inaczej jest w przypadku najnowszych „Cieni”, które ku mej ogromnej radości zbierają wysokie noty wśród czytelników.
Od samego początku uważam Wojtka Chmielarza za pisarza z tzw. górnej półki. U niego wszystko jest dograne, wciągające, nie boi się makabrycznej zbrodni.
Zapewne nie wszyscy wiedzą, że Chmielarz to nie tylko autor thrillerów, ale spod jego pióra wyszły również opowiadania w klimacie fantasy, publikowane chociażby w Nowej Fantastyce i Okolicy Strachu,  

Natomiast „Cienie” to już thriller sam w sobie, do przeczytania którego bardzo namawiam.

W Milanówku giną dwie kobiety – córka i konkubina słynnego gangstera. Zastrzelono je z broni podkomisarza Kochana, a on sam znika. Dzwoni jednak do Mortki i prosi o pomoc – ktoś go wrabia.

czwartek, 21 grudnia 2017

Minka Kent - Idealne życie




Idealne życie na Instragramie, Twitterze, Facebooku. Barwne posty, pozytywne sytuacje, sielanka przebijająca się z postów na portalach społecznościowych. A jak jest naprawdę? Może to tylko ułuda i kreowanie nieprawdziwej rzeczywistości? Tworzenie fałszywego życia w sieci.
Minka Kent w swej debiutanckiej powieści „Idealne życie” bierze na warsztat ludzi młodych, pięknych, z pozoru nieskazitelnych, którzy kreują swój mały świat za pośrednictwem mediów. Wszystko to jest tak naprawdę kłamstwem. W tym wymyślonym świecie zakochuje się jednak Autumn Carpenter, która na Instaface obserwuje rodzinę McMullenów. Zresztą nie tylko ich, bo siebie tworzy na wzór innych osób, których konta obserwuje wręcz w obsesyjny sposób.
McMullenowie są jednak szczególni – piękni, szczęśliwi, wspaniali rodzice trójki dzieci, z których jedno należy do Autumn. Kobieta chce być częścią ich życia, pragnie być jak najbliżej swojej córki, którą lata temu musiała oddać do adopcji. Co jest nie tak z Autumn, która tak naprawdę nie potrafi i nie chce być prawdziwą sobą i najważniejsze – co nie gra w rodzinie McMullenów, jakie brudne i kłamliwe tajemnice skrywają, z jakimi problemami muszą zmagać się na co dzień? Idealne życie to mrzonka, która pomału zaczyna się rozpadać.

środa, 20 grudnia 2017

10 najlepszych kryminałów i thrillerów 2017 roku

Mijający 2017 rok to tradycyjnie wysyp kryminałów i thrillerów. Obydwa gatunki od czasu bumu na literaturę skandynawską mają się bardzo dobrze. Ilość wydanych pozycji może przytłaczać. Niemal każde wydawnictwo stara się coś uczknąć z tych popularnych gatunków literackich. Tradycyjnie pokusiliśmy się o podsumowanie mijającego roku. Wybraliśmy dziesięć najlepszych wg nas pozycji. Są to książki, do przeczytania których mocno namawiamy, ponieważ  to świetne powieści. 
Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że nie przeczytaliśmy wszystkich wydawniczych propozycji, nawet nie pokusiłbym się o stwierdzenie, że znaleźliśmy czas, aby przeczytać chociaż połowę wydanych w 2017 roku kryminałów czy thrillerów. Poniższa lista, jest więc naszym bardzo subiektywnym wyborem. 
Na dziesięć wybranych przez nas tytułów, cztery należą do Wydawnictwa Albatros. Więc ponownie w tym roku Albatros rządził. Wydawnictwo postawiło na autorów, którzy w 2016 roku okazali się strzałem w dziesiątkę: Harlan Coben, Alex Marwood czy Donato Carissi. Cieszy fakt, że mniejsze wydawnictwa jak Papierowy Księżyc, czy Wielka Litera dobiły do tych największych. Ponownie w tym roku, literatura anglojęzyczna prowadzi zdecydowanie. Jednak znalazły się i polskie perełki: Wojciech Chmielarz i Anna Kańtoch. Ta ostatnia wskoczyła na naszą listę dosłownie przed chwilą. "Niepełnia" okazała się fantastycznym kryminałem i po otrzymaniu w tym roku przez autorkę nagrody Kryminalnej Piły potwierdza Anna, że w krymi czuje się wyśmienicie. Wielkie brawa i gratulacje, także dla wydawcy - Powergraph. Zaś jeżeli chodzi o Wojtka Chmielarza, to zdobywca Wielkiego Kalibru ponownie utrzymuje znakomitą formę i z niecierpliwością czekamy na jego kolejną powieść, która ukaże się w styczniu 2018.
Jeżeli chodzi o literaturę zagraniczną, to naprawdę ciężko jest wybrać te trzy najlepsze powieści, które oderwały się od peletonu, od innych z listy. Na pewno sporym zaskoczeniem jest fenomenalna "Cisza" Thomasa Raaba. Mega świetna powieść.

Przejdźmy więc do listy najciekawszych, najlepszych naszym zdaniem kryminałów i thrillerów 2017 roku.*
1. Anna Kańtoch "Niepełnia" /Powergraph
2. Wojciech Chmielarz "Zombie" / Czarne
3. Thomas Raab "Cisza" / Albatros
4. Alex Marwood "Najmroczniejszy sekret" / Albatros
5. Harlan Coben "Już mnie nie oszukasz" / Albatros
6. Stefan Ahnhem " Osiemnaście stopni poniżej zera" / Marginesy
7. Donato Carissi "Łowca cieni" / Albatros
8. Dot Hutchinson "Kolekcjoner motyli" / Filia
9. George Harrar "Sieć podejrzeń" / Wielka Litera
10. Tom Franklin "Skrzywiona litera" / Papierowy Księżyc

* Tytuły wyszczególniono losowo ;)



wtorek, 19 grudnia 2017

"Kamienica panny Kluk" Damian Zdanowicz i "Drugi peron" Agnieszka Kwiatkowska

Jest prawdą powszechnie znaną, że napisanie dobrego opowiadania to nie lada sztuka. Dla przykładu, opowiadania grozy… Można zagryzmolić kilkaset stron na modłę współczesnych mistrzów i nie powiedzieć nic, a można nakreślić zaledwie kilka akapitów i powiedzieć wszystko. A nawet więcej. To pewnie dlatego tak niewiele jest we współczesnej literaturze gatunkowej zbiorów opowiadań doskonałych, tzn. idealnie wyważonych, w których zgadza się tak atmosfera, jak wyczucie czasu, czyli uchwycony ten jeden, najważniejszy moment, tworzący punkt kulminacyjny fabuły. W końcu opowiadanie to taka opowieść na zagryzkę, literacka przekąska, opowieść w pigułce, w której musi zawrzeć się wszystko to, co w dobrej powieści, ale intensywniej, zwięźlej, bardziej. Całość musi być przesycona esencją smaku. Przed opowiadaniami grozy podniesiona jest jeszcze wyższa poprzeczka, bo przecież muszą wywołać w czytelniku poczucie grozy, wstrząsnąć nim, zaniepokoić. Tutaj nie sposób nikogo oszukać – potrzeba mistrzowskiego pióra.

W poszukiwaniu takich horrorowych smakołyków krótkiej formy warto sięgnąć po dwa zbiory z Biblioteczki Okolicy Strachu – „Kamienicę Panny Kluk” Damiana Zdanowicza i „Drugi peron i inne opowiadania” Agnieszki Kwiatkowskiej. Bardzo możliwe, że poczujecie się nasyceni i zadowoleni.

T.T.- Piotr Kulpa



„T.T” Piotra Kulpy to z całą pewnością jedna z najlepszych powieści grozy, jakie ukazały się w mijającym roku w Polsce. I nie ma w tym stwierdzeniu przesady, bowiem powieść broni się nie tylko ciekawym zamysłem fabularnym, ale stylem - mocnym, mięsistym, dusznym. Tworzącym atmosferę osaczenia, która towarzyszy nam przez całą lekturę.
Kulpa okazuje się znakomitym prozaikiem, który doskonale rozumie rytm mrocznych historii i potrafi nadać im właściwy ton. Polecam każdemu, kto oczekuje od literatury nie tylko treści, ale i formy.

Historia miejscami kojarzy mi się z jednym z opowiadań Sapkowskiego („Muzykanci”,  ze zbioru „Coś się kończy, coś się zaczyna”). Może to przez nieco demoniczny obraz kotki Bastet, może przez całościową kreacje powieści, w której nasza rzeczywistość niebezpiecznie ociera się i przenika z drugą stroną? Dość, by wywołać uczucie niepokoju, momentami wręcz zwyczajnego lęku, ale jednocześnie by nie powiedzieć za dużo zbyt wcześnie, by  nie obnażyć wszystkiego od razu.
Kulpa ma ta szczególną umiejętność przedstawiania wymyślonej przez siebie kreacji świata powolnie, okruchami, wplecionymi między poszczególne sceny. Nie serwuje nam suchego wykładu nt praw rządzących stworzoną przez niego rzeczywistością, ale pozwala nam ją samodzielnie odkrywać, składać z rozrzuconych elementów, jak z puzzli. I to wg mnie jedna z największych zalet powieści. Tajemnicza, gęsta atmosfera tej historii sprawia, że nie sposób się w niej nie zatracić, nie podobna nie utonąć w onirycznych majakach, gdzie retrospekcje czasów i miejsc są na porządku dziennym, a każdy kryje więcej, niż gotów jest zdradzić...

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Przeczywistość - Marek Zychla

Lubicie zaglądać w przyszłość?
Bez wehikułu czasu mam dla was garść informacji i wrażeń po lekturze zbioru opowiadań Marka Zychli, który właśnie się ukazał nakładem wydawnictwa GMORK.
Już pierwszy rzut oka na okładkę cieszy, bo poza Kawką (o czym później) mamy też polski i irlandzki akcent - wszak Marek Zychla mieszka i pracuje w Irlandii.

Z opowiadaniami Marka zetknąłem się już w kilku tomach i czasopismach - żeby wspomnieć o obu "Horrorach na Roztoczu", "Pokłosiu", "Hardboiled", "Echu zgasłego świata" (muszę przeczytać choć to jedno opowiadanie) magazynie "Histeria. Za każdym razem było podobnie - apetyt rósł w miarę jedzenia i wciąż chciało się więcej, cisnąc na usta nieodmienne pytanie "kiedy samodzielny tom?". Nadzieję przyniosło "Bez znieczulenia" Juliusza Wojciechowicza, również związanego z Wydawnictwem,
Cóż więc dostaniemy jesienią? Już lektura wersji roboczej zrzuca z krzesła. Przywykłem do tego, że Autor w scenerii weird fiction operuje snem czy chorobą psychiczną - już pierwsze strony brutalnie narzuciły nowe instrumentarium. I to jakie!
Symbioza, nowy utwór w UM2033 to nie postapo do jakiego przywykliśmy. Mamy tu cień i zieleń walczące o przestrzeń, a wciśnięci między nich żołnierze i knackersi w okrutny sposób walczą o przetrwanie. Inspiracja prastarym mitem powoduje, że fabuła pęcznieje do dość monstrualnych rozmiarów i komplikuje się w charakterystycznym dla Autora twiście.

wtorek, 12 grudnia 2017

Graham Masterton - Głód



Graham Masterton sprowadza na USA wielki „Głód” i tym samym odchodzi od konwencji horroru i duchów oraz demonów, na rzecz powieści postapokaliptycznej. Już pewnie wielu z was miało okazję przeczytać tę książkę, które teraz powróciła nakładem wydawnictwa Replika.
Masterton w „Głodzie” tworzy obraz zagłady, opisując możliwe scenariusze tego co mogłoby się stać, gdyby ludzkość była pozbawiona jedzenia. Fabułę powieści umieszcza w Kansas na jednej z gigantycznych farm prowadzonych przez Eda Hardesty, który pewnego dnia – tuż przed żniwami – na jednym ze swoich pół zauważa niepokojące zjawisko. Pszenica, która miała zapewnić byt jemu i rodzinie, a także w efekcie nakarmić sporą część Stanów Zjednoczonych, zaczyna gnić. Tajemnicza zaraza bardzo szybko się rozpowszechnia niszcząc bezpowrotnie coraz to większe obszary plonów. Ed początkowo myślał, że klęska urodzajowa dotyczy tylko jego, jednak szybko okazało się, że zaraza dotyka inne części USA, niszcząc nie tylko pszenicę ale też warzywa, owoce, czy trawę. Wszystko, czym ludzkość mogłaby się karmić przez kolejny rok każdego dnia ulega degradacji, a mieszkańcy USA postawieni zostają przed widmem głodu.

poniedziałek, 11 grudnia 2017

PRZEKLĘCI - Guy N. Smith frg



– Wzdłuż Nilu słyszy się wiele plotek. – Suma wstał, a niedopasowane szorty khaki opadły mu sporo poniżej kolan. Ten widok z pewnością rozbawiłby wielebnego, gdyby nie namacalna, zmuszająca do powagi bliskość starożytnego grobowca. – Nie powinien pan wierzyć we wszystko, co pan słyszy.
– A jednak życzy pan sobie, bym brał na poważnie pańskie insynuacje.
– Tak. – Oczy przewodnika zwęziły się, jego głos zniżył się do szeptu. – Bo są prawdziwe. Ale jak już wspomniałem, decyzja należy do pana. A teraz życzę dobrej nocy, wielebny. Przyjemnych snów.
Mason patrzył za odchodzącym, który zdawał się nie tyle iść, co sunąć na swych krótkich nogach, póki nie pochłonęła go ciemność.
Wielebny zaczął rozwijać koce na miękkiej, piaszczystej ziemi, lecz znów przyłapał się na spoglądaniu w mrok. Zadrżał. Pustynne noce były zimne; za dnia wędrowca przypiekało słońce, po zmroku przenikał go mróz. Ten wieczór wydawał się jednak Masonowi wyjątkowo lodowaty. Może powinien podtrzymać wygasający ogień, pofolgować prymitywnym instynktom, które mówiły mu, że blask płomieni przegoni dzikie zwierzęta. Coś przebiegło przez jaskinię, skryte w mroku, a on poderwał się. Zapewne szczur, roiło się od nich na terenie wykopalisk. Były niegroźne, w odróżnieniu od skorpionów i węży. Mason zatrząsł się, usiłując zrzucić z siebie nieokreślony lęk. Nie było tu niczego, przed czym nie ochroniłaby go wiara. Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę…

czwartek, 7 grudnia 2017

Maszyna. Antologia horroru industrialnego

Trafiła w moje ręce antologia tekstów poświęconych industrializacji, a więc: maszyny, technologie, zakłady produkcyjne, potężne fabryki itd. To dwanaście opowiadań w których element grozy w różnym stopniu łączy się ze wspomnianym indrusem. Ja mam swoją wizję industrializmu, jaką chciałbym znaleźć w zamieszczonych tekstach. Zobaczymy, czy autorzy stworzyli obrazy mi bliskie, czy może wręcz zaskoczyli mnie swoimi opowieściami, gdzie taśmy produkcyjne i potężne prasy wystukują swoją mroczną (bo to przecież antologia horroru) pieśń.

To będzie opinia trochę inna, od dotychczasowych jakie napisałem. Nie czekając na przewrócenie ostatniej strony książki, zasiadam przed komputerem i dzielę się swoimi wrażeniami po każdym teście na gorąco. Ciekawe co z tego wyjdzie?

Zaczynamy od wstępu autorstwa Wojtka Guni. Autor stara się odpowiedzieć na pytanie czy strach przed maszyną jest czymś naturalnym dla człowieka, posiłkuje się tutaj tezami Jungera co powoduje, że tak naprawdę zamiast wstępu czytelnik otrzymuje ciekawy artykuł. Gunia zaskakuje ponownie i nie chodzi mi o dowcipne komentarze w wielu facebookowych dyskusjach.

wtorek, 5 grudnia 2017

Najlepsze horrory 2017 roku

Na blogu Oka podsumowuję mijający rok 2017. Przedstawię zestawienie najlepszych horrorów wydanych w mijającym 2017 roku.
Tym razem będzie to dziesięć pozycji, które moim zdaniem zasługują na szczególną uwagę. Od razu napiszę, że są to książki, które udało się mi przeczytać i zdaję sobie sprawę, że nie do wszystkich dotarłem.

Pominę w zestawieniu pozycje wydawnictwa Phantom Books, którym zarządzam. Ciężko pisać niemal o sobie, więc zabraknie tutaj serii Odmienne Stany Grozy Biblioteczki OkoLicy Strachu, pomimo, że wg wielu opinii (do których i ja się przychylam) zbiór opowiadań Damiana Zdanowicza "Kamienica panny Kluk" jest ewenementem na polskim rynku wydawniczym. Zbiór ten zbierał rewelacyjne noty. Jednak jak wspomniałem, ze zwykłej przyzwoitości pominę to wydawnictwo. Przepraszam Damianie :)

Jaki to był rok dla literackiego horroru? Trzeba powiedzieć, że dobry. Mam wrażenie, że w 2017 dużo mówiło się o grozie, pisało i wydawano. Szczególnie jeżeli chodzi o wydawnictwa undergorundowe, o których pisałem na blogu jakiś czas temu. O ile dobrze pamiętam, to łącznie wydanych i zapowiedzianych książek z gatunku na ten rok było około dziewięćdziesięciu, z tego połowa polskich autorów. Oczywiście terminy nie pozwoliły wydać wszystkich zapowiedzianych tytułów, jednak taka liczba cieszy, nawet, jeżeli w takim zestawieniu pojawiają się wznowienia. Czy horror wyszedł na wielkie wody? Czy są tytuły, które stały się prawdziwymi hitami wydawniczymi, które oblegały "listy przebojów"? Chyba nie. Jednak pamiętajmy, że to gatunek literacki, który długo będzie wychodził z niszy i mam nadzieję, że przyjdzie czas, że w TOPkach wielkich sieci znajdą się także powieści grozy.

Wspomnę tylko jeszcze, że w tym podsumowaniu nie będzie Stephena Kinga - pomimo, że ten rok należał do niego (tutaj zgadzam się z Robertem Ziębińskim i jego podsumowaniem zamieszczonym w najnowszej OkoLicy Strachu). Należał do niego, ale pod względem horroru filmowego, którym się nie zajmuję. Gdybym miał wybrać najładniej wydane książki, to "TO" z Albatrosa z pewnością w takim podsumowaniu by się znalazło. Jednak tym razem nie jakość wydania, a treść interesują nas szczególnie. Nie będzie także Jacka Ketchuma, którego "Zabawa w chowanego" rozczarowała, nie będzie Edwarda Lee, którego dwie książki mnie nie zachwyciły jakoś specjalnie. Będą jednak inni.

Przejdźmy do tych dziesięciu wybranych przeze mnie książek, które uważam za szczególne i które z pełną odpowiedzialnością polecam. Nie będzie to zestawienie ułożone pod względem jakiejś punktacji, czy przyznawania miejsc. Z kilku powodów. Główny jest taki, że chyba nie potrafię tak konkretnie usytuować wymienionych tytułów z podsumowania miejscami. Są mimo to trzy, które zachwyciły (powinno być wystraszyły) mnie szczególnie.
O każdej z poniższych książek postaram się napisać dwa, trzy zdania. Czytelnicy, których przedstawione książki zainteresują z pewnością znajdą wiele opinii w internecie i chyba nie ma sensu ich powielać.


środa, 29 listopada 2017

Camilla Lackberg - Czarownica

Polowanie na czarownice nie dobiegło końca. W każdym wieku krwawe krucjaty zbierają swoje żniwa. Motyw jest zawsze taki sam: nienawiść, strach przed nieznanym, powierzchowne myślenie, zbiorowa histeria. Stosy wciąż płoną, a wraz z nimi ci wszyscy Inni, odmieńcy, których trzeba wytknąć palcami i skazać na potępienie.
Jeszcze w XVII wieku w Szwecji kobiety poddawano tak zwanej próbie wody, która w ówczesnych czasach osądzała, czy oskarżone o czary i spółkowanie z diabłem, faktycznie są prawdziwymi czarownicami. Związywano je i wrzucano do wody – jeśli tonęły – były niewinne, za to martwe na dnie morza, ale z oczyszczonym imieniem. Jeśli wypływały, to był to niepodważalny dowód, iż społeczeństwo ma do czynienia z prawdziwą wiedźmą, służebnicą szatana, którą trzeba było skazać, torturować, zabić, a następnie jej szczątki spalić na stosie.
Po roku 1672 taki los czekał wiele Szwedzkich kobiet, które nie miały szans na życie po tak haniebnych oskarżeniach. Polowanie na inność w swej najnowszej książce „Czarownica” opisuje Camilla Läckberg.

niedziela, 19 listopada 2017

Rafał Kosik - Różaniec

Tytułowy „Różaniec” Rafała Kosika można odczytać na co najmniej dwa sposoby. W pierwszym, dosłownym, jest to bardzo interesująca i niesamowicie plastyczna wizja przyszłości naszej cywilizacji, która po opuszczeniu Ziemi, znalazła schronienie w tzw. pierścieniach – specjalnie skonstruowanych miastach unoszących się w przestrzeni kosmicznej i tworzących wspomniany różaniec. W drugim stanowić on może symbol pewnego cyklu, którego potworny i niekończący się schemat odkrywamy na wielu płaszczyznach fabularnych.
Główna historia, którą poznajemy w powieści Kosika, toczy się wokół Pawła Harpada, nuzzlera, którego dotychczasowa nielegalna działalność, wzbudziła zainteresowanie zarówno mafii jak i policji. Postawiony między przysłowiowym młotem a kowadłem, stara się jednocześnie bronić tego, co w jego życiu jest najważniejszego – córki Marysi.

piątek, 17 listopada 2017

Frances Hardinge - Drzewo kłamstw

A jeśli istnieje drzewo, które żywi się kłamstwami? Daje soczyste owoce, jeśli nieprawdziwe wieści są podsycane i zaczyna wierzyć w nie coraz więcej osób. Takie drzewo niszczy, kreuje nieprawdziwe obrazy, namawia do pętli kłamstw i oszczerstw, ale daje też coś w zamian. Wyobraź sobie, największą zagadkę, niepoznaną tajemnicę, nieodkrytą prawdę. Dzięki owocom z drzewa kłamstw otrzymasz na nie odpowiedzi.

Połowa XIX wieku, wiktoriańska Anglia – to w tych czasach rozgrywa się akcja „Drzewa kłamstw” Frances Hardinge. To czas rewolucji przemysłowej i intelektualnej, nowych początków i niebywałych odkryć, ale także panujących, skostniałych norm społecznych. Faith, jako córka ojca naukowca, który prowadzi przede wszystkim badania paleontologiczne, jest świadkiem tych zmian. To dziewczynka, którą cechuje niezwykła ciekawość wobec otaczającego ją świata. Być może, w przyszłości mogłaby zostać badaczem, ale nie w czasach, w których kobietom nie wolno było się naukowo rozwijać. To rolę zarezerwowane tylko dla mężczyzn.
Coś wisi w powietrzu – Faith wie to od razu, gdy tylko otrzymuje wieści, że wraz z całą rodziną przenoszą się w inne miejsce zamieszkania. Podobno wyjazd ten związany jest z pracą jej ojca. Ten już wielokrotnie wyjeżdżał w różne zakątki świata, ale nigdy nie zabierał w nie swojej rodziny. Co tym razem się zmieniło? Dziewczyna podsłuchuje rozmowy, z których dowiaduje się, że z postacią jej ojca związany jest ogromny skandal, który zmusza całą rodzinę do emigracyjnej ucieczki.

środa, 15 listopada 2017

Bezsenne środy. Piotr Kulpa - T.T.



Dzieciństwo to niepowtarzalny czas. Czas cudów, magii, dziwności. Kiedy wszystko zdaje się być możliwe, a wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach. Granice moralności, jeszcze niewyrobione, niewyćwiczone, często zacierają się, a dobro i zło rozmywają w potrzebie badania, eksperymentowania, obserwowania. Nigdy nie wiadomo, czy pajączek ucieknie, czy zamieni się w kadłubek zdmuchnięty przez wiatr. Czy muszka zachowa skrzydełka, czy mrówka nie spłonie pod rozpaloną lupą... Dziecięca kraina to raz Nibylandia z opowieści Piotrusia Pana, raz Narnia Lwa Aslana, ale najczęściej to wyspa Władcy Much, gdzie rządzi demon Baal, a każdy może stać się Prosiaczkiem.
W „T.T.” Piotra Kulpy dzieciństwo to miejsce stworzone dla bezczasu, dla niepamięci, gdzie śmierć i życie istnieją na tej samej płaszczyźnie, smutki i żale zmuszone są znikać w oka mgnieniu, a to co straszne, czy niewypowiedziane, jeszcze szybciej rozpływa się w podświadomości, by pewnego dnia wypełznąć na powierzchnię.