Okiem na Horror

Okiem na Horror

poniedziałek, 31 października 2016

Matthew Gregory Lewis - Mnich.

Pycha. Jeden z siedmiu grzechów głównych. Obraza Boga, obraza jego łaski. Pycha popycha do występku, kusi transgresją pragnień. Można chcieć więcej, można sięgać dalej, próżność nie zna granic, a wszelka niegodziwość jawi się bardziej podniecającą niż kiedykolwiek. To pycha rodzi tyranów, składając niemoralne obietnice, tworząc iluzję ostatecznego spełnienia. Niczym oręż w ręku szatańskich sił, szukających słabych dusz  na pokuszenie.
Jedną z tych dusz był Ambrosio, czyli tytułowy „Mnich” jednej z najznamienitszych XVIII-wiecznych gotyckich powieści grozy spod pióra Matthew Gregory Lewisa.
Szanowany mnich Ambrosio, o nieznanej przeszłości, szczyci się renomą, miłością swoich wiernych i skromnością własnych pragnień. Uwielbiany przez tłumy, z czasem zaczyna łaknąć i potrzebować tej miłości, stając się celem Szatana. Ten wysyła sukuba w kobiecym przebraniu, czarodziejską Matyldę, która zwodzi Ambrosia, zrzucając go z piedestału świętości. I tak zaczyna się upadek potępionej duszy, a mnich odrzuca wszelką moralność.
Od pychy wszystko się w „Mnichu” zaczyna i to właśnie ona, ta egoistyczna słabość, ta nadmierna wiara w samego siebie prowokuje do dalszych, mrocznych i nieludzkich poczynań, aż do kazirodztwa, do gwałtu, do mordu, podsycając narodziny kolejnych grzesznych potrzeb w sercu zdeprawowanego Ambrosia. Oczywiście za wszystko odpowiedzialna jest kobieta – symbol szatańskiej mocy, która podstępem wykorzystuje niemoc tytułowego mnicha, niczym wąż wodzi go na pokuszenie, by wciągnąć w szatańskie szpony. To jeden z najpopularniejszych motywów, nawiązujący bezpośrednio do biblijnego wygnania z Raju, tylko u Lewisa nie ma skruchy, strachu, czy rozpaczy. Ambrosio porzuca boską opatrzność na własne życzenie, wkraczając w mrok i ciemność tego, co można uznać za prawdziwe oblicze ludzkiej natury.
Jak przystało na powieść swojej epoki „Mnich” Matthew Gregory Lewisa korzysta z najważniejszych XVIII-wiecznych elementów, by wykreować wielowymiarową fabułę, nawiązującą do aspektów zarówno politycznych, społecznych, jak i ludycznych. Lewis operuje symbolami, które przewijają się w literaturze tamtego okresu, co sprawia, że „Mnicha”

piątek, 28 października 2016

Krzysztof T. Dąbrowski - Orgazmokalipsa

„ORGAZMOKALIPSA” – Krzysztof T. Dąbrowski. 
Z gościnnym udziałem Michała Drzazgi

Ta książka już od momentu zapowiedzi zwróciła mą uwagę. Sam tytuł wydał mi się nad wyraz interesujący:  „ORGAZMOKALIPSA”.  Zapowiadała się przednia zabawa.
Czy tak jest?
Głównymi bohaterami książki są: Hubi, czyli otyły metalowiec, Wikary, czyli gadający kocur oraz Euzebia – seksowna staruszka ;) fanka metalowej muzy i jednocześnie wiedźma. Już samo towarzystwo budzi w nas obawy, że raczej z horrorem, to „Orgazmokalipsa” nie będzie miała za wiele wspólnego, a piszę tak dlatego, że główny autor książki K. Dąbrowski jest raczej kojarzony z grozą.
Główni bohaterowie dostarczają nam wiele wrażeń, ratując przez totalną zagładą nie tylko polskie miasta, ale także i swoje skóry. Zagłada jednak w tym przypadku wygląda dość zróżnicowanie, gdyż czasami przychodzi ona z lasu pod postacią „macek”, innym razem jako niefortunnie powołany do życia smok, z kolei jeszcze innym, jako nieumarli tryskający nasieniem. Tutaj należałoby zaznaczyć, że nie wiem, czy to ja przegapiłem czy raczej wydawca wprowadza w błąd, ale „Orgazmokalipsa” jest zbiorem opowiadań! To nie jest powieść. 

środa, 26 października 2016

Dawid Kain - Fobia.

Gdy tylko zobaczyłem, że Dawid Kain napisał nową powieść postanowiłem ja przeczytać. Oczywiście , nastawiłem się na klimaty bizarro pełne mocnych opisów, ale i groteski, więc miałem nadzieję, że fabuła będzie posiadać wszystkie elementy tego specyficznego gatunku literackiego. Jednak po przeczytaniu kilkudziesięciu stron już wiedziałem, jak bardzo moje nastawienie było mylne. Z jednej strony musiałem poradzić sobie ze świadomością, że czytam powieść, która wg mnie miała wyglądać zupełnie inaczej, z drugiej, z każdą stroną byłem coraz bardziej zachwycony. Tak, myślę, że słowo "zachwycony" jest odpowiednim, ponieważ praktycznie od początku czułem, że w powietrzu unosi się nowy, niesamowity i tajemniczy klimat, któremu daleko do horroru (przecież autor min. " Kotku, jestem w ogniu" zawsze z horrorem był utożsamiany).

Kain stworzył coś niesamowitego, opowieść o dziewczynie, która rezygnuje ze studiów, aby opiekować się ojcem, który powoli traci kontakt z rzeczywistością. Oboje naznaczeni fobią, żyją w zamkniętym świecie, ograniczającym się do ścian własnego mieszkania. Pewnego razu ojciec znika, drzwi nadal są zamknięte, klucze od domu leżą na miejscu.Nic nie wskazuje na to, że dręczony chorobą człowiek miałby opuścić bezpieczne schronienie. Jednak go nie ma. Nie ma listu, nie ma żadnego śladu jego obecności, pozostają tylko fragmenty pisanej powieści, kolejnej po latach niemocy twórczej. Kiedyś uznany pisarz, dzisiaj zapomniany staruszek borykający się z własnym, małym światem i goniący za wizją stworzenia literackiego arcydzieła.

wtorek, 25 października 2016

Tana French - Ściana sekretów.

ŚCIANA SEKRETÓW

Nie miałam okazji przeczytać żadnej z wcześniejszych książek tej autorki, dlatego zaciekawiło mnie przedstawianie jej jako pierwszej damy irlandzkiego kryminału. Z wielką ochotą zagłębiłam się więc w lekturę „Ściany sekretów”. Nie ukrywam, że opis na okładce również podsycił moją ciekawość, a to właśnie opisy mają na celu zachęcić czytelnika, aby sięgnął po daną pozycję. I to się wydawcy udało.


Święta Kilda, renomowana żeńska szkoła pod Dublinem, zamknięty świat, który wydaje się ekskluzywny i bezpieczny. A jednak w pobliskim parku zostają znalezione zwłoki szesnastoletniego Chrisa Charpera, a rok później na tablicy w Świętej Kildzie ktoś umieszcza jego zdjęcie z podpisem: „WIEM, KTO GO ZABIŁ”. Detektyw Stephen Moran, który widzi szansę zaczepienia się w wydziale zabójstw, i Antoinette Conway, która wprawdzie już tam pracuje, ale musi walczyć o swoją pozycję z seksistowskimi kolegami, mają dzień na odkrycie, kto zawiesił zdjęcie, a co ważniejsze – na znalezienie mordercy.
Szybko odkrywają, że przynajmniej jedna z ośmiu dziewcząt należących do dwóch skonfliktowanych grup wie, co się wydarzyło. A jednak znalezienie sprawcy wcale nie jest proste. Detektywi wplątują się bowiem w sieć kłamstw i intryg zarzuconą przez dziewczyny, które okazują się mistrzyniami manipulacji.

niedziela, 16 października 2016

Uderzenie Horror Masakry! Symfonia zgorszenia - recenzja przedpremierowa.

Suskie wydawnictwo horroru ekstremalnego Horror Masakra ponownie uderza! Od kwietniowej premiery "Sakramentu okrucieństwa" autorstwa Łukasza Radeckiego i Tomasza MorumXa Siwca, minęło pół roku. Gdyby cofnąć się jeszcze bardziej w czasie, to w listopadzie 2015 roku, światło dzienne ujrzał najbardziej plugawy projekt HMa (nie mylić z H&M marką odzieżową :) ) - "Liturgia plugastwa" duetu; Karolina "Mangusta" Kaczkowska i Tomasz "MordumX Siwiec. Więc z co półroczną systematycznością, fani horroru w najmocniejszej odmianie mogą świętować i przewracać stronice "zwyrodniałych" tekstów. Oczywiście mam na myśli wydawnictwa papierowe, nie elektroniczne, nad mnogością których ciężko jest zapanować. 

A więc, po półrocznej przerwie otrzymujemy kolejny tomik dwóch opowiadań z chciałoby się powiedzieć "Sakralnego cyklu" (mam na myśli użycie w tytułach poprzednich dwóch tomów nazewnictwa religijnego). Tym razem Tomek Siwiec zaprosił do współpracy Carlę Mori, z której utworami fani mocnego uderzenia mogli zapoznać się w dodatku do jednego z zinów HMa. 

wtorek, 11 października 2016

Grzegorz Gajek – Malowidło



Punktem wyjścia powieści Malowidło Grzegorza Gajka, jest nawiedzony obraz. Odnaleziony w dość typowych dla powieści grozy okolicznościach, szybko staje się elementem, na kanwie którego autor buduje niesamowitą i fascynującą historię. Bohaterem tej opowieści jest Karol Niżyński, człowiek, który po tragicznym wydarzeniu, jakie miało miejsce w jego życiu, sprzedaje własną firmę i rozstaje się z żoną. Jednym słowem, porzuca dotychczasowe życie, aby rozpocząć całkiem nowy etap. Pierwszym krokiem w tę stronę jest zakup posiadłości na Dolnym Śląsku, w której, pośród wielu porzuconych szpargałów, znajduje wspomniany portret młodzieńca. Myśli czytelnika od razu kierują się na trop „Portretu Doriana Gray’a”. Ale trzeba od razu zaznaczyć, że nie tędy droga, choć w pewnym sensie obraz, podobnie jak w powieści Wilde’a, staje się przyczyną odkrywania swojego wnętrza przez naszego bohatera. Dzieje się to jednak zupełnie inaczej i niejednokrotnie związane z tym sytuacje będą budzić w czytelniku prawdziwy dreszcz grozy (najsilniej oddziałująca na mnie scena, ma miejsce w hotelu na przedmieściach Gisoli we Włoszech).

niedziela, 9 października 2016

POLCON 2016. Relacja

Minęło już sporo czasu, a u nas nie pojawiła się relacja z tegorocznego POLCONu. Nadrabiam więc jak najszybciej, ponieważ działo się i to dużo, pomimo jednodniowego pobytu ekipy Okiem na Horror.
Droga do Wrocławia, to była podróż przez mękę. Ponieważ miałem wygospodarowany jeden dzień na przyjazd do Wrocławia, to zakupiłem bilet na nocny pociąg, myśląc, że spokojnie sobie dojadę. Jak się okazało – słowo „spokojnie” było tylko czczym marzeniem. Pociąg na trasie Kołobrzeg – Kraków wypełniony był po brzegi i to była tylko zapowiedź, tego co miało się dziać w nocy. Do przedziału trafiłem z rozrywkową grupą, którą właściciel domków w Mielnie wyrzucił z powodu notorycznych imprez jakie organizowali. Oczywiście odpowiedni zestaw aluminiowych puszek posiadali ze sobą, wiec perspektywa przekimania w przedziale oddaliła się bardzo szybko. Niestety na korytarzu ulgi znaleźć nie można było także. Ludzie śpiący na podłogach, owinięci śpiworami i leżący na klimatach, latające dzieciaki i powracający z turnusów rehabilitacyjnych emeryci. Pięknie. Trochę przypomniał się mi wyjazd na Jarocin w 94 roku, było podobnie jeżeli chodzi o ścisk. Tzn. wtedy lekko przerzedziło się w Poznaniu, gdy ktoś krzyknął, że łysi są na dworcu. 
I kompletnie nie rozumiem, dlaczego ta kolej narzeka na brak obłożenia miejsc w pociągach.
Simon Zack

Dotarłem do Wrocławia o szóstej rano. Moje ulubione miasto przywitało mnie dobrą pogodą, zapowiadał się świetny dzień. Dotarłem do Macieja Lewandowskiego, który uraczył mnie i Simona Zacka śniadaniem, następnie po wypiciu dwóch kubków kawy ruszyliśmy na POLCON.

Ponieważ był to piątek, to przed wejściem frekwencja nie robiła szału (z tego co słyszałem, w weekendowe dni było znacznie lepiej). Odebraliśmy wejściówki prasowe i ruszyliśmy ku przygodzie.

Musze wspomnieć o organizacji Konwentu. Pod względem logistycznym to była porażka. Tak. Impreza rozrzucona w dwóch budynkach, powodowała, że podążając za prelekcjami, trzeba było przemieszczać się po dość sporym terenie. O ile to nie stanowiło problemu, to oznaczenie sal i miejsc, gdzie odbywają się spotkania pozostawiało wiele do życzenia. Widziałem ludzi, jak ja, którzy niczym zombie poszukiwali sal. A tak naprawdę wystarczyło postawić kilka strzałek na samym terenie i to rozwiązałoby problem. Od razu wspomnę, że nie jest to tylko moja opinia. Powiem też, że do pozostałych elementów organizacji, nie mam żadnych zastrzeżeń.