Okiem na Horror

Okiem na Horror

niedziela, 19 listopada 2017

Rafał Kosik - Różaniec

Tytułowy „Różaniec” Rafała Kosika można odczytać na co najmniej dwa sposoby. W pierwszym, dosłownym, jest to bardzo interesująca i niesamowicie plastyczna wizja przyszłości naszej cywilizacji, która po opuszczeniu Ziemi, znalazła schronienie w tzw. pierścieniach – specjalnie skonstruowanych miastach unoszących się w przestrzeni kosmicznej i tworzących wspomniany różaniec. W drugim stanowić on może symbol pewnego cyklu, którego potworny i niekończący się schemat odkrywamy na wielu płaszczyznach fabularnych.
Główna historia, którą poznajemy w powieści Kosika, toczy się wokół Pawła Harpada, nuzzlera, którego dotychczasowa nielegalna działalność, wzbudziła zainteresowanie zarówno mafii jak i policji. Postawiony między przysłowiowym młotem a kowadłem, stara się jednocześnie bronić tego, co w jego życiu jest najważniejszego – córki Marysi.

piątek, 17 listopada 2017

Frances Hardinge - Drzewo kłamstw

A jeśli istnieje drzewo, które żywi się kłamstwami? Daje soczyste owoce, jeśli nieprawdziwe wieści są podsycane i zaczyna wierzyć w nie coraz więcej osób. Takie drzewo niszczy, kreuje nieprawdziwe obrazy, namawia do pętli kłamstw i oszczerstw, ale daje też coś w zamian. Wyobraź sobie, największą zagadkę, niepoznaną tajemnicę, nieodkrytą prawdę. Dzięki owocom z drzewa kłamstw otrzymasz na nie odpowiedzi.

Połowa XIX wieku, wiktoriańska Anglia – to w tych czasach rozgrywa się akcja „Drzewa kłamstw” Frances Hardinge. To czas rewolucji przemysłowej i intelektualnej, nowych początków i niebywałych odkryć, ale także panujących, skostniałych norm społecznych. Faith, jako córka ojca naukowca, który prowadzi przede wszystkim badania paleontologiczne, jest świadkiem tych zmian. To dziewczynka, którą cechuje niezwykła ciekawość wobec otaczającego ją świata. Być może, w przyszłości mogłaby zostać badaczem, ale nie w czasach, w których kobietom nie wolno było się naukowo rozwijać. To rolę zarezerwowane tylko dla mężczyzn.
Coś wisi w powietrzu – Faith wie to od razu, gdy tylko otrzymuje wieści, że wraz z całą rodziną przenoszą się w inne miejsce zamieszkania. Podobno wyjazd ten związany jest z pracą jej ojca. Ten już wielokrotnie wyjeżdżał w różne zakątki świata, ale nigdy nie zabierał w nie swojej rodziny. Co tym razem się zmieniło? Dziewczyna podsłuchuje rozmowy, z których dowiaduje się, że z postacią jej ojca związany jest ogromny skandal, który zmusza całą rodzinę do emigracyjnej ucieczki.

środa, 15 listopada 2017

Bezsenne środy. Piotr Kulpa - T.T.



Dzieciństwo to niepowtarzalny czas. Czas cudów, magii, dziwności. Kiedy wszystko zdaje się być możliwe, a wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach. Granice moralności, jeszcze niewyrobione, niewyćwiczone, często zacierają się, a dobro i zło rozmywają w potrzebie badania, eksperymentowania, obserwowania. Nigdy nie wiadomo, czy pajączek ucieknie, czy zamieni się w kadłubek zdmuchnięty przez wiatr. Czy muszka zachowa skrzydełka, czy mrówka nie spłonie pod rozpaloną lupą... Dziecięca kraina to raz Nibylandia z opowieści Piotrusia Pana, raz Narnia Lwa Aslana, ale najczęściej to wyspa Władcy Much, gdzie rządzi demon Baal, a każdy może stać się Prosiaczkiem.
W „T.T.” Piotra Kulpy dzieciństwo to miejsce stworzone dla bezczasu, dla niepamięci, gdzie śmierć i życie istnieją na tej samej płaszczyźnie, smutki i żale zmuszone są znikać w oka mgnieniu, a to co straszne, czy niewypowiedziane, jeszcze szybciej rozpływa się w podświadomości, by pewnego dnia wypełznąć na powierzchnię.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Thomas Olde Heuvelt - HEX



Problem z literackim horrorem jest taki, że już chyba wszystko zostało napisane. Były dziesiątki demonów, nawiedzonych domów, krwiożerczych potworów i psychopatów. Lista bohaterów mogłaby wydawać się wyczerpana, więc każda nowa powieść będzie historią opartą na utartej drodze, którą kroczyli niemal wszyscy autorzy. Podobnie ma się rzecz z czarownicami. Prześladowane i umęczone kobiety co rusz pojawiają się jako bohaterki horrorów. Dlatego z zaciekawieniem zacząłem czytać HEXa. Byłem ciekawy, jak autor sobie poradzi? Jak zbuduje fabułę i dokąd zaprowadzi nas akcja książki? Obawiałem się sztampy i kopiowania, jednak HEX to zupełnie inna bajka. 

Witamy w Black Spring, malowniczym miasteczku w dolinie rzeki Hudson, prześladowanym przez wiedźmę z Black Rock, kobietę, która żyła w siedemnastym wieku i której usta oraz oczy są zaszyte.
Ktokolwiek się tutaj urodzi, musi już tu pozostać do śmierci. Ktokolwiek się tu przeprowadzi, nigdy już tego miejsca nie opuści.  
Katherin…………milcząca, krąży po ulicach miasta i kiedy chce, wchodzi do domów, które sama sobie wybiera. Nocami bez końca wystaje przy dziecięcych łóżkach. Wszyscy wiedzą, że jeśli kiedykolwiek otworzy oczy, konsekwencje mogą być straszliwe… Dorośli obywatele Black Spring dobrowolnie nałożyli na siebie kwarantannę, używają najnowocześniejszych technik, żeby nie dopuścić do ujawnienia klątwy, ciążącej nad miastem. Ale sfrustrowani taką sytuacją nastoletni chłopcy postanawiają złamać rygorystyczne zasady życia w Black Spring i sprzeciwić się bezustannej udręce. Jednak ich sprzeciw wkrótce pogrąży miasto w spirali średniowiecznych praktyk z zamierzchłej przeszłości…

Simon Beckett - Niespokojni zmarli

Pierwsze cztery części o antropologu sądowym Davidzie Hunterze były naprawdę dobre. Wiele lat temu książki z tej serii oczarowały mnie swoją fabułą, nietypowymi zwrotami akcji i oczywiście profilem zawodowym głównej postaci. Jak można dociec do genezy zbrodni na podstawie badań nad rozkładającymi się zwłokami, jak z nich wywnioskować jakie były ostatnie chwile życia ofiary, a jakie obciążające dowody zostawił na nich sprawca? To naukowe podejście kryminalno-antropologiczne w „Chemii Śmierci”, „Zapisane w kościach”, „Szeptach Zmarłych”, czy w końcu „Wołaniu grobu” było przedstawione naprawdę świetnie. Nic więc dziwnego, że koniecznie chciałam przeczytać kolejną, piątą część z tej serii. David Hunter wykreowany przez Simona Becketta powrócił po wielu latach w „Niespokojnych zmarłych”.

środa, 8 listopada 2017

Megan Miranda - Miasteczko kłamców

„Miasteczko kłamców” to kolejna z tych powieści, którą określa się mianem głośnych i najlepszych wśród tegorocznych thrillerów. Megan Miranda swoją debiutancką książką zyskała w Ameryce status bestsellera. Książka dobra, ale ja osobiście nie wpadłam w skrajny zachwyt przy czytaniu tej książki.
Nicolette przed dziesięcioma laty wyjechała ze swojego rodzinnego miasta. Właściwie uciekła. Pozostawiła wszystko za sobą, by rozpocząć nowe życie. Przyczynkiem do tego stało się wiele nawarstwiających spraw – śmierć matki, problemy z ojcem, kłótnia z bratem, rozstanie z ówczesnym chłopakiem i w końcu, zaginięcie jej najlepszej przyjaciółki. Poszukiwania nastolatki nie przyniosły rezultatów. Przez te dziesięć lat powstało wiele teorii, w których debatowano o jej losach. Zaginioną Corinne Prescott uważano za osobę energiczną, głośną, takiej, której wszędzie pełno, ale też takiej, która sprawia sporo problemów. Nic więc dziwnego, że pierwsza wersja zdarzeń mówiła o tym, że dziewczyna po prostu uciekła z miasta, inne plotki głosiły, że nie żyje.

niedziela, 5 listopada 2017

S. J. Parris - Zdrada

"Zdrada" to pierwsza powieść S.J. Parris jaką przeczytałem i w chwilę po zakończeniu lektury postanowiłem, przy okazji zaopatrzyć się we wcześniejsze powieści autorki. Pomimo,  że to kolejny tom przygód Giordano Bruno - detektywa, naukowca, filozofa i zakonnika, czytanie w kolejności wydań nie jest aż tak bardzo istotne, a wydane wcześniej tytuły ( "Profanacja", "Przepowiednia" i "Herezja") nie stanowią spójnego cyklu, serii. Oczywiście łączy jest postać bohatera, jednak pod względem akcji są to osobne historie.

 Giordano Bruno to postać historyczna żyjąca w XVI wieku. Przekonania Bruno stanowią niezwykłą mieszankę postępowych teorii naukowych i starożytnego mistycyzmu. Bruno wierzył w kopernikowską teorię kosmosu, jednak jego wizja wszechświata opierała się na połączeniu magii i filozofii okultystycznej.Oczywiście szerzenie takich postaw musiało spotkać się z reakcją kościoła i o ile Kopernik był poza zasięgiem inkwizycji, to Bruno zmuszony był rozpocząć tułaczkę po świecie.
Idee, których był wyznawcą spowodowały, że stał się wrogiem numer jeden Świętej Inkwizycji i w tym momencie poznajemy naszego książkowego bohatera. Czyż postać z taką historią nie jest idealna, aby wprowadzić ją jako głównego bohatera w serię szpiegowskich i historycznych kryminałów? Oczywiście, że tak i S.J. Paris skorzystała z tego w sposób rewelacyjny.

Wystarczyła jedna noc w porcie Plymouth i los wyprawy wojennej przeciw Hiszpanom zawisł na włosku, podobnie jak ciało szlachcica Dunne’a na belce statku Elizabeth Bonaventure… Samobójstwo? Zemsta? A może coś więcej? Jakkolwiek by było, z trupem na pokładzie królewska ekspedycja nie wyruszy z portu. A już na pewno nie, jeśli się okaże, że wśród załogi jest ktoś, kto pomógł Dunne’owi opuścić ten padół łez… Giordano Bruno, były zakonnik i heretyk, obecnie na usługach królowej, zgadza się wytropić mordercę. Krążąc po zaułkach Plymouth, odkrywa, że cienie miasta kryją mroczne tajemnice… I orientuje się, że ktoś śledzi każdy jego krok. A to staje się szczególnie niebezpieczne, gdy w jego ręce trafia tajemniczy manuskrypt…

sobota, 28 października 2017

Bartosz Woliński - Dziwne sny

Czasem długo po przebudzeniu kołatają się w naszych głowach, bo niejednokrotnie przerażają swoją prawdziwością i namacalnością. „Dziwne sny” Bartosza Wolińskiego to zbiór, na który składa się osiem opowiadań, które właśnie są na pograniczu snu i jawy.
Pierwszym, co przykuwa uwagę w tym zbiorze, jest język – bardzo specyficzny, niemalże poetycki. I choć nie mogę przyczepić się do składni, stylistyki i ogólnego sensu, to jednak przez owy charakterystyczny warsztat autora, czytanie tego zbioru opowiadań nie było rzeczą najprostszą. Zamierzenie, czy też nie – autor sprawił, że nastrój tej książki, tych tytułowych dziwnych snów, został dodatkowo podkreślony, ale też – przez jednostajność językową – zlewał się w jedno.

piątek, 27 października 2017

Miroslav Zamboch - Zakuty w stal

Miroslav Zamboch jest dobrze znany polskiemu czytelnikowi. Ten czeski autor zasłynął u nas kilkoma powieściami i opowiadaniami, z bohaterem Koniaszem.To typowe przygodówki, gdzie czytelnik otrzymuje super bohatera, nie bez skaz oczywiście, akcja rwie do przodu, nie brakuje krwawych opisów, a potyczek i utarczek jest co nie miara.
 Od zeszłego roku Fabryka Słów wznawia dotychczas wydane w Polsce książki Zambocha i serwuje nam nowe tytuły. Nowa seria dodatkowo została o powieści SF „Wojna absolutna” (recenzja), czy najnowszą „Zakuty w stal”. Oczywiście nie można przypisywać autorowi poruszania się tylko w jednym gatunku. Weźmy chociaż „Sierżanta” mieszankę fantasy ze steampunkiem. Więc Zamboch to autor wielogatunkowy i zdaje się, że w każdej z odmian powieści z szerokiej fantastyki radzi sobie doskonale. Jak jest tym razem? Jak Zamboch poradził sobie z postapokalipsą?

czwartek, 26 października 2017

Neil Gaiman - Chłopaki Anansiego

Neila Gaimana nie trzeba nikomu przedstawiać. To autor niesamowitych zbiorów opowiadań i powieści.  Tak naprawdę nawet trudno wymienić te najlepsze, ponieważ wysoki poziom cechuje je wszystkie. Do tego dochodzi charakterystyczny styl Gaimana, którym porwał tysiące czytelników na świecie. Oczywiście można się licytować i przekomarzać, która książka jest najlepsza. Dla mnie to „Amerykańscy bogowie”  i tutaj chyba nie będzie zaskoczenia, oraz „Nigdziebądź”  - niedługa, jednak wspaniała, pełna niesamowitych bohaterów i fantastycznego, mrocznego świata. O Gaimanie można by pisać wiele, ale chyba nie to jest moim celem. Zresztą dyskusje te pozostawiam prawdziwym znawcom twórczości amerykańskiego autora.
Od jakiegoś czasu wydawnictwo MAG wypuszcza po raz kolejny książki Gaimana. Najnowsze, to już chyba piąte wydanie. Tym razem wydawca postawił na fantastyczną oprawę graficzną. Wszystkie książki utrzymane są w czarnej tonacji okładki z jednobarwnym pozakręcanym i powywijanym tytułem. Za ten szalony pomysł odpowiada uznany na rynku grafik Dark Crayon. Książki wydane są na dobrym papierze, szyte, ze wstążką - zakładką, o wypukłym grzbiecie. Cała seria prezentują się wspaniale.
Wróćmy jednak do ostatniego tomu wspomnianej powyżej serii. „Chłopaki Anansiego” to historia Grubego Charliego i Spidera – synów pana Nancy`ego (Anansiego) pajęczego boga. Tą niesamowitą postać, mogliśmy poznać właśnie w „Amerykańskich bogach”.

poniedziałek, 23 października 2017

S.K. Tremayne - Dziecko ognia

Dziecko słyszy głos. Szepcze mu o złych rzeczach, mówi, że stanie się coś niedobrego. Ten głos należy do matki dziecka, ale matka już nie żyje…
Kornwalia słynęła niegdyś z systemu podziemnych kopalni cyny i miedzi. Wielu zbiło na nich fortunę, jeszcze więcej osób poniosło w nich śmierć. To tam pracowali nieraz w nieludzkich warunkach, nieustannie wydobywając cenne złoża. Fikcyjna Kopalnia Morvellan, w której dzieje się ważna część książki, odpowiada obrazom tym prawdziwym, historycznym kopalniom mieszczących się u podnóży klifów w Kornwalii.
To właśnie w tym niepokojącym krajobrazie rozgrywa się książka „Dziecko Ognia” S.K. Tremayne. Zaczyna się trochę naiwnie i jak z taniego romansidła, bo opowiada o młodej, świeżo upieczonej żonie o imieniu Rachel, która wyszła za swojego partnera po niespełna kilku miesiącach znajomości. Tak się składa, że jej mąż jest dziedzicem rodzinnej fortuny, która swą majętność zawdzięcza kopalniom ze złożami miedzi i cyny. Kobieta odtąd zaczyna nowe życie, w zabytkowym, ogromnym domu, w którym mieszka matka jej męża oraz syn…

niedziela, 22 października 2017

VIRION już w sprzedaży!





J.L. Bourne - Armagedon. Dzień po dniu

Ile znacie książek, czy filmów o zombie? Z pewnością mnóstwo! Po serialowym fenomenie The Walking Dead ich liczba jeszcze jakby bardziej wzrosła. Żywe trupy, nieznany wirus, walka o życie, totalny armagedon. Scenariusz jest praktycznie zawsze ten sam. Co więc wyróżnia na ich tle książkę „Armagedon dzień po dniu” J.L. Bourne? Według mnie – niewiele.
Książek o końcu znanego nam świata w ostatnim dziesięcioleciu powstało naprawdę wiele. Życie po wybuchu bomby atomowej, śmiercionośny wirus, który zdziesiątkował ludzkość, czy też wreszcie zombie, żywe trupy, ludzie, którzy przemienili się w bezmyślne istoty. Schemat zawsze jest ten sam. Dziwne doniesienia, budząca się panika i w końcu totalny chaos. Walka o przetrwanie w dotąd uporządkowanym świecie staje się głównym tematem tego typu powieści. Zombie, które chcą tylko niszczyć i mordować, to jedno w obliczu kończącego się pokarmu i nienawiści jednej osoby wobec drugiej. Nie tylko żywe trupy tracą człowieczeństwo. Bardzo trudno w tym temacie być oryginalnym, wnieść do niego coś zupełnie innego, świeżego. „Armagedon dzień po dniu” mnie nie zaskoczył, była to po prostu kolejna książka z cyklu tych o zombie. Inna jest za to konstrukcja powieści.

wtorek, 17 października 2017

Marta Guzowska - Reguła nr 1



Druga część przygód doktor Simony Brenner już od pierwszych stron porywa nas w wir szalonej przygody osnutej na micie o Argonautach. Złodziejka łamie przy tym wszelkie możliwe zasady...

Złote runo.
Mit czy prawda? Simona będzie musiała szybko kombinować, bo czas ucieka. A wręcz go nie ma i nie można kombinować.
Powraca Konstantinos, który składa Brenner ofertę nie do odrzucenia. Jak zwykle.
W pogoni za złotem - przecież musi być złoto! - archeolog przemierzy szmat świata i zawiesi na kołku swoje sławetne reguły. Zwłaszcza tę tytułową, nr 1 - nie ufaj nikomu. Będzie musiała zaufać, by móc działać. Zmienne sojusze rzucają coraz to inne światło na zagadkę, którą musi rozwikłać, a trup ściele się gęsto. Simona opuszcza więc gardę ufając, ale łamiąc też inne zasady, również te, które ad hoc wymyśla. Widowiskowe zakończenie z nadzieją na świetne rozwinięcie w kolejnym tomie (tak, chcę takiego rozwinięcia pani Marto!)

środa, 11 października 2017

Słowiańskie koszmary



Antologia słowiańskiego horroru w drugiej odsłonie, czyli „Słowiańskie koszmary”. 

Powiem szczerze, że mam problem od czego zacząć. Może więc standardowo.

Horror Masakra wydaje kolejną antologię w klimatach słowiańskiej demonologii. Poprzednia, „Krew zapomnianych bogów” zebrała dobre opinie, co bardzo cieszy. Wyprzedała się chyba do zera, a jak  się nie mylę, to pojawiły się nawet dodruki. Pomimo sukcesu sprzedażowego to nie była idealna pozycja. Jak w każdej niemal antologii, czy zbiorze opowiadań różnych autorów, trafiły się teksty świetne, przeciętne i tragiczne (Zainteresowani moją opinią mogą znaleźć recenzję tutaj).

Mija rok i pojawiają się „Słowiańskie koszmary”. Książka dociera do mnie z opóźnieniem i to dość sporym, więc miałem czas, aby prześledzić opinie, recenzje i zachwyty autorów nad swoimi tekstami. Zresztą pojawiają się i teraz, więc fajnie, że książka tyle czasu od premiery nadal żyje. Podejrzewam, że i sprzedaje się dobrze. Wspomniałem, że mam problem z Koszmarami. Wynika on chyba z tego, że czytając pobieżnie te wszystkie opinie postawiłem autorom i wydawcy poprzeczkę bardzo wysoko. Wszyscy chwalą, więc musi być to świetna rzecz. Ba! Sam nawet na fanpejdżu Okiem na Horror pisałem, że zapowiada się bardzo dobra lektura, sugerując się internetowymi opiniami i dwoma tekstami, które od ręki przeczytałem.

wtorek, 10 października 2017

Undergroundowy rynek horroru



Od jakiegoś czasu zastanawiam się jak będzie wyglądał rynek książki w Polsce, w świetle upadku sieci Matras i ewidentnego wzrostu popularności wydawnictw undergroundowych. O ile odpowiedź na pierwszy człon zdania jest chyba prosta, to drugi jest nadal dla mnie zagadką. 

Wróćmy na chwilę do rynku księgarni stacjonarnych. Jak w jednym z wywiadów publikowanych w OkoLicy Strachu, Aleksandra Saługa – współwłaściciel wydawnictwa Albatros stwierdziła, że rynek książki, jak każdy, nie znosi próżni i z pewnością pojawią się nowi gracze i luka po upadłym Matrasie zostanie zapełniona. Zupełnie innym zagadnieniem jest wzrost sprzedaży w księgarniach internetowych i wydaje się mi, że to właśnie tego typu księgarnie w najbliższym czasie zawładną rynkiem. Nie będę ukrywał, że sam w takowych książki kupuję. Powód jest prosty: cena, szeroka dostępność tytułów, czas realizacji, wygoda.

Wróćmy jednak do rynku podziemnego, który jest tematem moich rozważań. 

piątek, 6 października 2017

Thomas Raab - Cisza



CISZA

Z czystej ciekawości przejrzałam kilka recenzji na temat tej właśnie książki. Byłam bardzo ciekawa opinii ludzi, którzy  już ją przeczytali. Na  jednym z blogów w oczy  rzuciło mi się zdanie
„Nie bardzo wiem, co pisarz chciał mi powiedzieć, tworząc postać Karla {…}” i przyznam szczerze, że zaskoczyło mnie to. I zasmuciło zarazem, bo według mnie „Cisza” to wspaniała książka, a Karl jest niesamowita postacią.
Inną niż wszystkie."

Karl Heidemann od dziecka cierpiał na nadwrażliwość słuchową. Już w brzuchu matki czuł się przytłoczony przez kakofonię otaczających go zewsząd dźwięków. Podczas swojej pierwszej wycieczki poza mury dźwiękoszczelnej piwnicy, w której spędzał dzieciństwo, stał się naocznym świadkiem samobójstwa matki. Zamiast szoku chłopiec odczuł emanujący od śmierci spokój oraz bezwzględną, niczym niezmąconą ciszę. To wczesne odkrycie dało początek niezdrowej fascynacji śmiercią i wszystkim, co z nią związane. Swoje badania nad procesem umierania Karl rozpoczął od zabijania chorych zwierząt, by następnie poszukać materiału do badań również wśród ludzi. Jego dwie pierwsze ofiary to ludzie odpowiedzialni za śmierć jego matki.

środa, 4 października 2017

James Rollins - Podziemny labirynt.

Książek Jamesa Rollinsa w biblioteczce mam bodajże jedenaście. Niemal wszystkie czekają na swoją kolej, więc nadrabiam zaległości w każdej wolnej chwili. Dotychczas przeczytałem pierwszy tom zakonu Sangwinistów „Ewangelię krwi”. Wrażenia z tej lektury możecie znaleźć na blogu. Wspomnę dosłownie w jednym zdaniu, że połączenie elementów horroru i powieści sensacyjnej Rollinsowi wyszło świetnie. Na pewno przeczytam dalsze losy bohaterów, w kolejnych dwóch tomach. Jednak, aby poznać szerszy dorobek autora sięgnąłem po powieść, która nie jest częścią żadnego cyklu.

„Podziemny labirynt” to powieść o podroży do wnętrza ziemi, gdzie przez miliony lat skrywany przed człowiekiem istniał nieznany świat. To świat zadawałoby się wymarły, znajdujący się na mroźnej Antarktydzie, skryty w kraterze wulkanicznym, przecięty setkami korytarzy, dziesiątkami grot, małych i olbrzymich. To świat cudów i skarbów. I jeszcze czegoś……

Grupa starannie wyselekcjonowanych naukowców ma zbadać ciągnący się setkami kilometrów system tuneli i jaskiń. Wszystko znajduje się pod zmarzliną Antarktydy. Wyruszają w drogę.  Zespół skkłada się z kilku osób, każdy z nich innej specjalności min: mamy biologa, geologa czy antropologa. Wyruszają zbadać korytarze. Misja wydaję się łatwa. Sam fakt istnienia systemu jaskiń, w których znajdują się wykute w skale legowiska sprzed kilku milionów lat są tylko początkiem rewolucyjnych odkryć, które na nich czekają.
Na miejscu okazuje się, że początkowy cel jakim było zebranie próbek i eksploracja tuneli, zostaje zmieniony w misję ratunkową. Kilka tygodni wcześniej w mroczne korytarze wyruszyła inna ekipa, po której ślad zaginął.

wtorek, 3 października 2017

Peter James - Bardzo starannie planuję każdą powieść. Wywiad




Witaj Peter!
Bardzo się cieszę, że ponownie mamy okazję, aby porozmawiać. Ostatni wywiad jaki z Tobą przeprowadzałem poprzedzał premierę horroru „Dom na wzgórzu”. Ta książka zdobyła nagrodę  dla Książki Roku w kategorii Horror, przyznawaną przez użytkowników Lubimy Czytać – największego w Polsce serwisu poświęconego literaturze. To musiała być dla Ciebie miła niespodzianka – pokonałeś wielu świetnych autorów z Polski i zagranicy.

Bardzo dziękuję, mnie również jest niezmiernie miło, że znów możemy porozmawiać. Nagroda jest zawsze ogromnym zaszczytem, szczególnie jeśli przyznają ją czytelnicy z zagranicy, którzy przeczytali książkę w swoim ojczystym języku, innym niż angielski. Statuetka zajęła honorowe miejsce w moim biurze, patrzę na nią z wielką przyjemnością i uśmiechem na ustach! 

Jesteśmy świeżo po premierze twojej kolejnej powieści z Royem Gracem, „W godzinie śmierci”. To dziewiąty tom tego cyklu, który ukazuje się w Polsce. Czy Roy Grace to twój ulubiony bohater, spośród wszystkich których stworzyłeś? 

O tak, zdecydowanie! Czuję z nim najgłębszą więź i jestem pewien, że gdybym go spotkał, od razu byśmy się polubili. Zawsze mówię, że gdyby kiedykolwiek zdarzyło się nieszczęśliwie, że ktoś z mojej rodziny zostanie zamordowany, chciałbym, żeby to właśnie Roy prowadził śledztwo. Oczywiście, Roy ma całkiem sporo moich cech, to też nie bez znaczenia.

poniedziałek, 25 września 2017

Copernicon! W drodze przez armagedon, ku rozmyślaniom nad polską grozą.



Na Copernicon wyruszyłem po godzinie piętnastej w piątek. Trzy godziny drogi i powinienem być na miejscu. Tym razem wybrałem trasę przez mniejsze miejscowości, omijając bramę Kaszub – Chojnice. Ze wspomnieniami z zeszłego roku, nastawieniem na świetną imprezę, pełen pozytywnej energii „gnałem” w kierunku Torunia. Dojeżdżając w rejony Sępulna Krajeńskiego mijałem rejon, nawiedzony przez tegoroczny armagedon który spustoszył rejony Kaszub. Już po kilku kilometrach za Sępulnem moim oczom ukazały się zniszczone lasy. Setki połamanych na wysokości kilku metrów drzew, potężne „grzyby” z korzeni sterczące nad powierzchnią ziemi i położone jak zapałki olchowe i brzozowe lasy wywarły zatrważające wrażenie. Pomimo, że nie było to epicentrum kataklizmu, wrażenie było straszne. Połacie lasu jakby po wybuchu tysięcy pocisków. Podobny widok miałem okazję oglądać tylko na zdjęciach z czasów pierwszej wojny światowej, z terenów frontu zachodniego. Straszny, przerażający widok. Z mrocznymi myślami dotarłem do Torunia.

czwartek, 21 września 2017

G. X. Todd - Obrońca



Świat uległ zniszczeniu. Rozsypał się przeszło siedem lat temu. Podobno to wszystko przez głosy, które ludzie słyszeli w swoich głowach. Szeptały, namawiały do najgorszego, zachęcały do zagłady. Stało się… Ludzkość posłuchała doprowadzając swój gatunek na skraj wyginięcia.
Teraz po miejscu, które kiedyś było znane jako Stany Zjednoczone, wędruje mężczyzna zwany Pielgrzymem. Na swoim motocyklu przedziera się przez zniszczone krajobrazy i setki leżących wszędzie ciał. Podróżuje bez konkretnego celu, jedynie po to by przetrwać. 

W tym postapokaliptycznym krajobrazie na próżno szukać drugiego człowieka. Nawet jeśli się go spotka, to lepiej go unikać. Nowy świat nie ceni sobie bliskich relacji i wzajemnej pomocy. Każdy chce przeżyć. Za wszelką cenę. Pielgrzym jednak zatrzymuje się na skraju pustej drogi, przy której kilkunastoletnie dziewczyna „sprzedaję” lemoniadę. Transakcją wymienną za niespotykany w tych czasach napój, ma być przewiezienie jej do Vicksburga, w którym jeszcze przed końcem świata mieszkała siostra dziewczyny. Pielgrzym – sam nie wiedząc czemu - godzi się na tę prośbę. Zdziwiony jest naiwnością tej młodej istoty, która zdaje się nie wiedzieć nic o współczesnym, niebezpiecznym świecie, w którym przyszło jej żyć. Nie wie też, że Pielgrzym słyszy głosy… Wybierają się we wspólną podróż, która ostatecznie splata ich losy na trwałe.

środa, 20 września 2017

Bezsenne Środy - TOP 5 potworów Stephena Kinga







21 września to data wyjątkowa dla wszystkich miłośników tradycyjnej grozy w starym, dobrym stylu – to urodziny Króla Horroru, czyli Stephena Kinga. W tym roku obchodzimy 70-tą rocznicę i z narastającym napięciem wyczekujemy jesiennych premier spod jego pióra – powieści „Śpiące Królewny”, którą napisał razem z synem Owenem Kingiem, oraz opowiadania „Pudełko z guzikami Gwendy” razem z Richardem Chizmarem. W nowym roku nadchodzi „The Outsider”, a to oznacza, że my, fani prozy Stephena Kinga, nie możemy czuć się zawiedzeni.
Aby uczcić ten wyjątkowy dzień (w końcu 70-te urodziny to poważna sprawa), w ramach hip hip hurra urodzinowego w Bezsenną Środę, przygotowaliśmy dla Was:

TOP 5 POTWORÓW STEPHENA KINGA

Artur Urbanowicz - Książka jako dzieło sztuki. Wywiad



Cześć Artur.

Niedawno premierę miała Twoja najnowsza powieść  „Grzesznik” . Książka zbiera bardzo dobre recenzje, sprzedaje się świetnie, jest o niej głośno. Jesteś zaskoczony, czy może spodziewałeś się takiego obrotu?


Powiem Ci szczerze – spodziewałem się, że będzie dobrze. Czułem i nadal czuję, że ta powieść mi zwyczajnie wyszła. Przede wszystkim – „Grzesznik” mi się podoba, jestem z niego zadowolony, co biorąc pod uwagę moje krytyczne podejście do swoich (po)tworów jest wyczynem. Wzięło się to ze zwyczajnej świadomości dobrze wykonanej roboty – czasu poświęconego na napisanie, liczby korekt tekstu od deski do deski (było ich około dwadzieścia),  liczby osób, którym dałem go do przeczytania na różnych etapach tworzenia i konsultacji z nimi (nawet typu: „Czy końcowy twist cię zaskoczył? Jeżeli nie, gdzie popełniłem błąd? Czy zdałeś sobie sprawę o co tak naprawdę chodzi w intrydze po przeczytaniu tego jednego, konkretnego zdania?” i tym podobne), dopieszczenia okładki, na którą koncept przyszedł mi do głowy w magicznym przypływie natchnienia; drobiazgowości, jeżeli chodzi o research i wreszcie wykształcenia odnośnie dobrego warsztatu, które nabyłem w międzyczasie. Dodaj do tej mieszanki wybuchowej udział Dominiki i Przemka z wydawnictwa Gmork, którzy podchodzą do publikacji książki podobnie i oficjalny patronat nad powieścią miasta Suwałk, który oczywiście wiąże się z dodatkowymi środkami na promocję. To po prostu musiało się udać, co jest kolejnym przykładem potwierdzającym banalną tezę, że rzetelna, wyczerpująca praca popłaca i pozwala patrzeć na przyszłość ze spokojem, zaś pośpiech w tworzeniu jest wybitnie niewskazany. W zasadzie jedyną obawę, jaką miałem, to jak do powieści podejdą kobiety. Nie da się ukryć, że jest bardzo męska – przedstawia świat samców alfa, występuje w niej niewiele kobiecych postaci, pojawia się sporo odniesień do sportu i typowo męskiego humoru, który nie każdemu musi się podobać. Na szczęście obawy okazały się bezpodstawne, co tylko cieszy.

wtorek, 19 września 2017

Edward Lee - Zgroza w Innswich


 Czekałem na tą pozycję od dawna i liczyłem, że w końcu ukaże się w kraju nad Wisłą. No i jest. Powieść niemal kultowa wśród wyznawców twórczości Lee. Tej niesamowitej otoczki dodaje jej zapewne fakt, że to hołd, podziękowanie Edwarda Lee dla Howarda Philipsa Lovecrafta.  To jakby rozliczenie się autora za inspiracje i wpływ jaki wywarł Lovecraft na całą twórczość Lee. Przecież w wielu jego utworach pojawiają się odniesienia do mitologii Cthulhu, nawet jeżeli nie jednoznacznie, to duch Providence unosi się niemal nad każdą książką Lee. O uwielbieniu dla H.P.La Ed opowiadał nie raz i przy wielu okazjach, paradując zresztą w koszulce z wizerunkiem swojego mistrza. Przypomnijcie sobie Polcon w 2016 roku.

Wracamy do „Zgrozy w Innswich” . To bardzo mocne nawiązanie do jednego z najznakomitszych opowiadań Lovecrafta „Zgroza w Innsmouth”. Nasz bohater, miłośnik twórczości H.P.La podąża szlakiem autora, odwiedza miejsca gdzie ten przebywał, gdzie pijał kawę i o ile to możliwe – także miejscowości, w których dzieje się akcja opowiadań. Foster Morley dociera do tytułowego Innswich, które jak się okazuje, jest kalką Innsmouth (lub odwrotnie). Morley rozpoczyna własne ‘dochodzenie”, aby jak najwięcej dowiedzieć się o mieście i jego mieszkańcach, pragnie nasiąknąć atmosferą tego miejsca, które co chwila odkrywa przed nim zadziwiająco zbieżne fakty z treścią prawdziwej noweli Lovecrafta.

Jedynym minusem książki jest okładka, chociaż zdążyłem już się do niej przyzwyczaić. Na początku wydawała się mi okropna w każdej wersji, a powstały chyba trzy. Wszystkie tragiczne.
Idziemy dalej i na tym minusy się kończą.

Swego czasu miałem przyjemność posłuchać jednej z audycji radiowych, podcastu, gdzie rozbierano Zgrozę niemal na czynniki pierwsze i z eteru wylewało się wręcz narzekanie, jak to jest słabe, a że nieudana kopia i słabe, i słabe. Powiem tak. Kompletnie tego nie rozumiem. Mówienie, czy pisanie, że po lovecraftowskim horrorze Lee spodziewano się czegoś więcej, czegoś bardziej w duchu H.P.La (a może bardziej w duszy), to jakieś totalne nieporozumienie. Znając twórczość Lee należy się nastawić na klimaty Lee. Autor ten, nigdy nie napisze tekstu pokroju Derletha, Wilsona czy Bishop. Lee po prostu pisze inaczej. I tak zaskoczeniem jest niemal brak mocnych opisów z których znamy autora. Tak naprawdę w całej powieści nie stykamy się z wulgarnym językiem, wyuzdanymi i dosłownie opisanymi scenami. Widać, że Lee tonuje to wszystko i jeżeli ktoś się spodziewał czegoś na wzór „Sukkuba” to może być zawiedziony. Niemniej, każdy kto zaczerpnął prozy obydwu Panów, powinien być usatysfakcjonowany.  Mamy tutaj przecież to, co jest charakterystyczne dla utworów z kręgu mitologii Cthulhu podane niemal od pierwszej strony. Jest klimat, napięcie, groza i niesamowitość. Jest strasznie i groźnie, świetne pomysły mieszają się jakby z ogranymi już chwytami, jednak podane w bardzo wyważony sposób. Jest także osoba samotnika z Providence i pomimo, że finał może okazać się do przewidzenia, jednak zaskakuje. Ok. Może końcówka nie jest najmocniejszą stroną całej książki i można tutaj zarzucać autorowi, że przesadził, przebarwił, spłycił klimat całej powieści, to ogólnie „Zgroza w Innswitch”  jest najbardziej udaną pozycją Domu Horroru.


Świetny horror, który nie nudzi, ale i nie obrzydza, wprowadza świeży oddech bazując na klasycznym tchnieniu. POLECAM!

poniedziałek, 18 września 2017

Jesteś dla mnie wszystkim - Edward Lee 18+

Prozą Edwarda Lee częstuję się zawsze z największą ochotą, tym bardziej, że w Polsce nie ukazuje się tego za wiele i jedynie Dom Horroru obecnie wydaje autora, którego boi się nawet Jack Ketchum, z kolei twórczości tego, boi się Stephen King..

Po „Zgrozie z Innswich” o której opinia ukaże się na blogu Oka już niedługo, przyszła kolej na nowelę „Jesteś dla mnie wszystkim”, także z Domu Horroru. Dzisiaj tylko wspomnę Zgrozę, że to świetny lovecraftowski horror, który jest hołdem, jaki Ed Lee składa samotnikowi z Providence. Horror bardzo udany, chociaż w sumie zabrakło w nim tego, do czego Lee nas przyzwyczaił. Jednak jak wspomniałem, o Zgrozie będzie przy innej okazji. 

Wracamy do „Jesteś dla mnie wszystkim”.
Nowela reklamowana przez wydawcę jako najcięższe uderzenie, liturgia plugastwa, wynaturzenia, gore i cholera wie czego jeszcze. O dziwo, Dom Horroru tutaj się nie myli. Otrzymujemy jednodniowy zapis z życia Easter, która żyjąc wraz z mężem i córką na totalnym zadupiu – bez prądu i wszelkich technologii, wiedzie życie z dnia na dzień, ze świadomością grzechu, jaki zagnieździł się pod ich dachem.  Mówiąc krótko jej ukochany mąż regularnie kopuluje z ich córką, zmusza ją do prostytucji, aby mieć kasę na dragi. 

czwartek, 7 września 2017

Artur Urbanowicz - Grzesznik

Podsumowanie najlepszych horrorów na blogu Oka w grudniu 2016 roku. Wśród znanych nazwisk, głośnych tytułów, jako najciekawszy polski debiut roku uznaję „Gałęziste” Artura Urbanowicza. Książka, która do dzisiaj ma swoich fanów i przeciwników, jedni nie widzą w niej nic odkrywczego, wytykają błędy autorowi, inni – jak ja – oczarowani są powieścią, która potrafi zmrozić serce. Całej pikanterii różnym opiniom dodaje fakt, że „Gałęziste” wydało wydawnictwo, bazujące na systemie vanity

Mija rok i Artur Urbanowicz pisze kolejną powieść. Tym razem wydaje ją Wydawnictwo GMORK, nakład rozchodzi się w dwa tygodnie od premiery, mocny marketing, pojawienie się jeszcze przed premierą kilku, jak nie kilkunastu przedpremierowych recenzji, własny fanpage strony, wszędzie w internecie „Grzesznik”. Pomimo, że GMORK nie jest dużym wydawnictwem – wydaje średnio trzy książki rocznie, to poziomu reklamy i jej częstotliwości nie powstydziłoby się niejedno o wiele większe wydawnictwo. Dużo w tym zasługi także autora.
Pamiętając więc „Gałęziste” i patrząc na machnę reklamową „Grzesznika”, musiałem zapoznać się z tym ostatnim tytułem. Ciekawość mnie zżerała, więc odrzuciłem inne książki i zacząłem czytać.

niedziela, 27 sierpnia 2017

PREMIERA OKŁADKI OKOLICY STRACHU #7

PREMIERA OKŁADKI OKOLICY STRACHU #7

Z przyjemnością przedstawiamy Wam okładkę najnowszego, wrześniowego numeru OkoLicy Strachu.
Autorem ilustracji zdobiącej wrześniowy numer czasopisma jest niesamowity malarz Tomasz Alen Kopera. Tomasz maluje farbami olejnymi na płótnie. Jego obrazy przenikają się symbolami, które często odnoszą się do ludzkiej psychiki i stosunku człowieka do otaczającego świata, bywają mroczne i tajemnicze. W 2005 roku artysta przeniósł się z Wrocławia do Irlandii Północnej, gdzie mieszka do dzisiaj. Od 2010 roku jest członkiem Grupy Libellule założonej przez Lukasa Kandla. Jego obrazy były wystawiane niemal na całym świecie min.: Royal Ulster Academy of Arts Annual Exhibition in Belfast (Irlandia Północna), International Art Exhibition, Graham Fine Art – London (U.K.), Dreamscape Amsterdam 2010 (Holandia), World Art Expo – Orange County, California (USA), “Dreamscapses” Alden Biesen, (Belgia), PHOENIX AND DRAGONS Comparaisons 2011, Grand Palais, Paris (Francja), “PHOENIX AND DRAGONS” CASABLANCA – Culture Forum - ex Sacred Heart Cathedral (Maroko).

ROZKŁAD JAZDY:
OPOWIADANIA:
Justyna Macina - Po drugiej stronie.
Antoni Nowakowski - Dzień gniewu
Paweł Mateja - Wszystkie białe damy nie są głupie
Bradley Denton - Skidmore ( World Fantasy Award)
Sefan Weisbrodt - Pęknięcie
Olaf Paczkowski - XX
Artur Jastrzębowski - Wybryk natury
Marta Sobiecka - Słowiański skalp
Guy N. Smith - Cannibal House

WYWIAD:
Srdjan Spasojević - Koszmar wojny ma wpływ na wszystko.

PUBLICYSTYKA:
Krzysztof "Korsarz" Biliński - Muzyczne inspiracje cz.2
Olga Kowalska - Melancholijne histeryczki. Kobiety Bedlam
Przemysław Zawrotny - Straszne obrazy i przerażające sensy Jodorowsky'ego
Tomasz Przyłucki - Spektakl z dreszczykiem
Jacek Radzymiński - Cmentarne dzieciństwo
Filip Szyszko - Za drzwiami prosektorium. Balsamowanie zwłok
Simon Zack - Filmowe potwory
*układ i tytuły publikacji mogą ulec zmianie.

Wydawca:Okiem na Horror

Dan Simmons - Terror

O tej powieści krąży tyle dobrych opinii, że musiałem w końcu się wziąć za opasłe tomiszcze. Już od pierwszych stron porywa stylem, konstrukcją, napięciem - czuć, że to wielkie dzieło.

Dan Simmons - to moje pierwsze z nim spotkanie - oparł swoją powieść na kanwie zaginionej wyprawy arktycznej HMS Terror i HMS Erebus, mającej odnaleźć Przejście Północno-Zachodnie. Okręty zaginęły bez wieści i do dziś nie wiadomo, co właściwie się wydarzyło. Simmons na podstawie dostępnych źródeł, ale i w oparciu o eskimoskie legendy podjął próbę rekonstrukcji wydarzeń. Potwornych wydarzeń.
Powieść rozpisana jest na głosy, relacja z wyprawy to dzienniki bądź relacje poszczególnych oficerów, członków wyprawy. Początek, aby zarysować tło historyczne, to relacje z różnych momentów ekspedycji, ale i sprzed niej, więc oprócz nieustannego napięcia (nieokreślony jeszcze potwór z lodowych pustaci) musimy jeszcze śledzić chronologię, która doprowadziła do  uwięzienia okrętów w bezlitosnym paku. Ten początek przywiódł mi na myśl powieść "Mason i Dixon" Pynchona - jeszcze nie udało mi się jej ukończyć, ale pomijając Pynchonowski humor jest tu pewien rys wspólny - głębokie zanurzenie w świecie, kulturze, historii i obyczajowości XIX w., niejako wrzucenie czytelnika w ramy wielkiego, skomplikowanego i pięknego obrazu. O ile jednak Pynchon sprawia wrażenie zamykania całego ówczesnego świata w ramach bogatej powieści, tak u Simmonsa cały świat zawęża się do tych śmierdzących pokładów i lodowych pustaci.
Napięcie. To coś, co ciągle towarzyszy czytelnikowi podczas lektury. Wydawałoby się, cóż takiego, statki tkwią w lodzie, może grozić bunt, może ludzie zwariują i zamarzną, zachorują, ale gdzie tam napięcie i groza? Otóż nic bardziej mylnego. Tu każdy krok, gest, założenie warstwy ubrania ma znaczenie, może uratować bądź zabić. Niebezpieczeństwo to nie tylko ten potwór, to przede wszystkim zimno, wiatr, głód, ciemność, bezkresna pustka seraków i gór lodowych, beznadzieja. Lodowe monstrum to nie najgorszy z demonów, z jakim trzeba walczyć - jak pisze Simmons "wszystko tu jest diabłem".
Nie tylko napięcie jest tu ogromne - "Terror" jest powieścią niosącą wielki ładunek emocji, w wielu odcieniach zależnych od uczestnika wyprawy i okoliczności. Nawet zwyczajne zdarzenia wykwitają wachlarzem ludzkich przeżyć, tęsknot, nadziei. Każda chwila jest walką, każdy ruch wysiłkiem - bardzo to fatalistyczne, gdy wiemy z góry, że ekspedycji nie odnaleziono.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Andrius Tapinas - Wilcza godzina

Steampunk w Polsce ma się coraz lepiej i nie chodzi mi o konwentowe cosplaye, gdzie postaci dżentelmenów i kobiet odzianie w stroje rodem z epoki wiktoriańskiej i ozdobione mechanicznymi gadżetami, przyciągają oko nie tylko miłośnika tego gatunku literackiego czy filmowego. Właśnie chodzi o książki, których pojawia się coraz więcej. W obecnej chwili możemy znaleźć w księgarniach nie tylko rasowego steampunka, ale i gatunki rzadsze na naszym rynku, jak choćby clockpunk czy chempunk. Mówiąc krótko, powodów do radości jest sporo, a wydawnictwo SQN dba o miłośników wszelkich sprężynek, trybików i epoki pary, dostarcząjąc coraz nowsze tytuły. Mało tego, są to książki świetne. 
Od razu napiszę, że jeżeli ktoś jeszcze waha się przed zakupem „Wilczej godziny” litewskiego autora Andriusa Tapinasa, niech odrzuci na bok wątpliwości i biegnie czym szybciej do księgarni lub niech klika ‘Dodaj do koszyka” w witrynie jakiegokolwiek sklepu internetowego.

Wilno A.D. 1905. Wynalazek alchemików z Uniwersytetu Wileńskiego wywrócił życie w Europie do góry nogami. Teraz między miastami Aliansu latają potężne sterowce, po ulicach jeżdżą karety parowe, porządku pilnują golemy, a mechanicy konstruują automatony.
Wilno wyrwało się ze szponów Imperium Rosyjskiego i stało się wolnym miastem – ośrodkiem postępu, nauki i mistyki. A teraz grozi mu niebezpieczeństwo.
Tajemnice alchemiczne, przebiegli szpiedzy, tajne organizacje, miłosne intrygi, przerażające morderstwa, okrutne potyczki w wileńskiej przestrzeni powietrznej, ponure podziemia i dobrze znane postaci historyczne przedstawione w nowym świetle. Przygotujcie się na grozę i niebezpieczeństwa w pierwszej litewskiej powieści steampunkowej!
Śledźcie wydarzenia i czekajcie, aż wybije… WILCZA GODZINA.

piątek, 18 sierpnia 2017

Guillaume Musso - Dziewczyna z Brooklynu

„Być człowiekiem oznacza bez przerwy upadać”
Aragon

DZIEWCZYNA Z BROOKLYNU

Przechadzając  się ulicami Warszawy nie mogłam nie zauważyć tej książki. Okno wystawowe w prawie każdej księgarni zapraszało do zakupu „Dziewczyny z Brooklynu”. Nawet mniejsze saloniki prasowe reklamowały ten właśnie tytuł jako najbardziej godny przeczytania.
Nie miałam wyjścia. Choć nazwisko autora jest mi znane, to nie miałam okazji na spotkanie z jego twórczością. Skuszona reklamą i zapoznana z opisem książki postanowiłam oddać się lekturze.
Czy było warto?

Raphaël jest wziętym pisarzem. Od kilku miesięcy spotyka się z Anną, która pracuje jako stażystka na pogotowiu w paryskim szpitalu, gdzie oboje się poznali. Podczas romantycznej podróży na Lazurowe Wybrzeże Raphaël, którego męczy tajemniczość Anny, przypiera ją do muru pytaniami o jej przeszłość. Po burzliwej kłótni dziewczyna opuszcza ukochanego i wraca do Paryża. Raphaël jedzie za nią. Na miejscu okazuje się, że dziewczyna znikła. Raphaël wraz z najbliższym przyjacielem, emerytowanym inspektorem policji, zaczyna jej szukać. Poszukiwania okazują się dużo bardziej skomplikowane, niż obaj początkowo myśleli. W wyniku prywatnego dochodzenia wychodzi na jaw, że Anna nie jest wcale tą osobą, za którą się podawała. Kobieta znalazła się w wielkim niebezpieczeństwie z powodu swojego udziału w nierozwiązanej sprawie sprzed dziesięciu lat.

sobota, 5 sierpnia 2017

J.P. Delaney - Lokatorka

„Lokatorka” J.P. Delaney została okrzyknięta najgłośniejszym thrillerem tego roku. Czy faktycznie miano to jest w pełni zasłużone, czy po raz kolejny reklama tytułu okazała się być mocno przesadzona?

Znalezienie idealnego mieszkania nie należy do rzeczy najprostszych. Liczy się lokalizacja, komfort, wnętrze. Sprawa jeszcze bardziej się komplikuje, gdy poszukujemy mieszkania bezpiecznego, które miałoby być swego rodzaju twierdzą.
Młoda kobieta Emma po przykrych przeżyciach związanych z włamaniem i napaścią, wraz ze swoim partnerem nie chce zostać w swym obecnym mieszkaniu. Przejrzeli już kilkanaście domów, ale żaden z nich Emmie nie wydawał się dość bezpieczny. Agent nieruchomości mówi jej, że jest jedno mieszkanie, które może okazać się odpowiednie, ale ostrzega, że jest to miejsce bardzo specyficzne, a jego wynajem obarczony jest bardzo długą i dość dziwną umową.

poniedziałek, 31 lipca 2017

Lian Hearn - Pan ciemnego lasu

Na tle dzikiego lasu, imponujących zamków, ukrytych świątyń i pól bitewnych przygoda, która rozpoczęła się w "Cesarzu ośmiu wysp", zmierza ku pasjonującemu zakończeniu w "Panu Ciemnego Lasu", drugiej części "Opowieści o Shikanoko" Lian Hearn.

Prawowity władca znika. Shikanoko zostaje skazany na życie wyrzutka w Ciemnym Lesie, pół człowieka, pół jelenia. Jednak potężni panowie, którzy teraz rządzą Ośmioma Wyspami, stają się ofiarami podejrzliwości i choroby, a królestwo pustoszą susze i głód. Jedynie Shikanoko może przynieść krajowi uzdrowienie, osadzając na Lotosowym Tronie prawdziwego cesarza. A tylko jedna osoba może sprowadzić go z Ciemnego Lasu...

Łukasz Henel - Demon

Nie jest przecież wykluczone, że istnieją inne światy niż ten, który na co dzień dostrzegają nasze niedoskonałe zmysły. Nikt nie wie, gdzie te ulotne z naszego punktu widzenia światy się znajdują. Może dalej niż same gwiazdy, może jednak znacznie bliżej, tuż obok, w przeszłości lub przyszłości*

Potem media nazwały całe makabryczne zajście „rzezią niewiniątek”. I w rzeczy samej – bestialski akt przemocy wyrządzony dzieciom i ich opiekunom w kościele, w dzień ich pierwszej komunii świętej -trudno nazwać inaczej. Przeżył tylko policjant Lamberg, który kilka miesięcy później musiał zmierzyć się z czymś równie mrocznym, tym, co nadciąga znad gór…

Wałbrzych, Góry Sowie, to tereny, które mają swój specyficzny urok, ale i tajemnice, legendy, podania. Te najnowsze pochodzą z okresu II wojny światowej, a Łukasz Henel w swojej książce „Demon” właśnie do nich się odnosi. Czyni to zresztą nie po raz pierwszy. Eksperymenty, strzeżone tajemnice i próby odkrywania tajemnej mocy przez nazistowskich zbrodniarzy, zajmują istotne miejsce w twórczości Henela. Fikcja miesza się tu z rzeczywistością, bo w „Demonie” przywołane zostają autentyczne nazwiska, m.in. Nikola Tesli, Heinricha Himmlera i jego nazistowskiej organizacji badawczej Ahnenerbe, oraz przede wszystkim Hubertusa Strugholda.

niedziela, 30 lipca 2017

Rene Denfeld - Zaczarowani

Zaczarowani  – Rene Denfeld

Fani grozy patrząc na letnie premiery wydawnictwa Papierowy Księżyc, z pewnością skupili się na Zabawie w chowanego Jack’aKetchum’a, podczas gdy tuż obok debiutująca w Polsce Rene Denfeld zaproponowała powieść momentami równie mroczną i ciężką, lecz zdecydowanie bardziej poetycką, by wręcz nie powiedzieć – magiczną.

Wydaje mi się, że w świecie zewnętrznym imiona wiążą się ze znaczeniem. Harriet mogła wydać na świat Samuela, po którym zjawili się Dan albo Susan. Imiona są ze sobą połączone jak nici. Każde z nich wydycha powietrza w drugie. Imiona te szukają innych, w które mogłyby tchnąć życie, więc cały zamysł drzewa genealogicznego nie jest martwym kręgosłupem, lecz żywym, oddychającym bytem, z korzeniami pod żyzną glebą i połyskliwymi gałęziami wygłodniale szukającymi nieba. Gdy ktoś w zewnętrznym świecie umiera, pozostałe imiona kontynuują oddychanie, szukanie, tworzenie, by drzewo wypuściło pędy w głąb żyznej, leśnej gleby, a życie toczyło się dalej.
Tutaj imiona napotykają swój kres. Dobiegamy końca. Tak jak kropki kończą zdania. Tak jak sznury i kule, gorące przewody elektryczne , krzesło do smażenia oraz zimne, białe rurki. Nawet jeśli uda nam się przeżyć tu swoje życie, dobiega ono końca. Proces tworzenia dobiega końca.
Nikt nie wie tego lepiej od sprzątaczy ciał.

środa, 26 lipca 2017

Anna Kańtoch - Wiara

Słysząc o przesądach i zabobonach na myśl przychodzą średniowieczne starowinki, czarownice i wiedźmy. Wróżbiarstwo, horoskopy i karty tarota, jakieś potajemnie rzucane zaklęcia. Wszelkie gusła związane z praktykami magicznymi, od których religia odcina się grubą kreską. W końcu to element bezwartościowych dzisiaj, pogańskich wierzeń, wypartych przez cywilizacyjny postęp, przez zmiany w zbiorowej mentalności. A mimo to, przesądy wciąż pozostają stałymi elementami tradycji ludowej, folkloru lokalnego, często na wsiach, ale nie tylko, bo przecież kto nie słyszał o czarnych kotach, odpluwaniu przez ramię, przesypywaniu soli…  Nie można zapomnieć o wstążeczkach jak amuletach w dziecięcych wózkach, czterolistnych koniczynkach w portfelach, czy czerwonych podwiązkach. O wszystkim tym, co może odegnać od nas nieszczęście, a przywołać wszelką pomyślność. A czasami zabobon służy temu, by pokonać największe możliwe zło, w które wierzymy…

Anna Kańtoch przenosi czytelnika na polską wieś połowy lat 80., by  w powieści „Wiara” opowiedzieć historię wielkiego strachu, równie wielkiego zabobonu i tajemnicy zła, które nadejdzie ze wschodu.
„ZŁO NADESZŁO OD WSCHODU
JUŻ TU JEST
POKUTUJCIE ŻEBY NIE STAŁO SIĘ WIĘKSZE
ŻAŁUJCIE ZA GRZECHY A ZOSTANIECIE OCALENI”

poniedziałek, 24 lipca 2017

Stefan Darda - Nowy dom na Wyrębach

Powracamy na Wyręby - w sposób melancholijny, nieco smutny, ale pełen nadziei, nowego początku. Wracamy do momentu, w którym skończyliśmy, do roku 1996, tuż po tragicznej, ale zarazem tajemniczej i nie do końca wyjaśnionej śmierci Marka Leśniewskiego. Teraz z tym co po nim zostało – wliczając w to dom na Wyrębach, musi mierzyć się Hubert Kosmala.

Po blisko dziesięciu latach od swojego debiutu literackiego „Dom na Wyrębach”, Stefan Darda powraca z drugą odsłoną tego cyklu, w której przywołana jest większość postaci znanych z pierwszej części. Ze względu na nie oraz poruszane tematy, które ściśle wiążą się z częścią pierwszą, nie polecam czytać „Nowego Domu na Wyrębach” bez znajomości poprzedniej książki.

Stefan Darda w „Nowym Domu na Wyrębach” do tematu podchodzi jednak inaczej, subtelniej, wcielając się w odczucia nowego właściciela domu – Huberta, któremu jego Marek przed śmiercią zapisał wszystko co miał. Mężczyźnie ciężko jest się otrząsnąć po śmierci przyjaciela. Jego smutek podbijają dziwne okoliczności, w jakich zmarł Marek Leśniawski. Grozę budzi nie tylko ów tajemniczy dom gdzieś na Lubelszczyźnie, ale i zapiski zmarłego, które opisują mrożące w krew żyłach, ale i w odczuciu Huberta, niewiarygodne historie. Nawiedzony dom, strzyga, upiory, rozgrzebywanie grobów… Dla Kosmali to wszystko co opisywał jego przyjaciel w pozostawionych zapiskach, jawiło się jako bełkot obłąkanego człowieka, którym najwyraźniej Marek stał się po przyjeździe na Wyręby.

wtorek, 18 lipca 2017

Remigiusz Mróz - Czarna Madonna


Właśnie na dniach ukazała się najnowsza powieść Remigiusza Mroza „Czarna Madonna”. Mróz  to istny kombajn stworzony do pisania powieści. Tempo, z jakim wypuszcza na rynek kolejne książki jest wręcz imponujące, co prowadzi do tego, że wokół jego osoby i twórczości powstają już niemal legendy, zaś sam autor ma zarówno zagorzałych przeciwników jak i zwolenników. Nie będę tutaj rozwodził się nad przyczynami takiej sytuacji, bo nie o to chodzi. Jednak jest jedna rzecz, której nie trawię. A mianowicie, ostatnio bardzo popularne jest krytykowanie autora, lub jego powieści, zanim trafi na rynek księgarski. Miałem tego ostatnio przykład, przy okazji zupełnie innej książki, ale podobne głosy pojawiły się i w przypadku tej. Dlatego postanowiłem zmierzyć się z „Czarną Madonną”, aby mieć narzędzia do dyskusji, która z pewnością jeszcze w internecie rozgorzeje i mam tutaj na myśli fanów zarówno autora, jak i miłośników literackiego horroru, do którego sam autor zalicza swoją najnowszą książkę. 
Podobnie książkę reklamuje wydawnictwo Czwarta Strona. Mało tego – spotkałem się już z recenzjami, gdzie „Czarną Madonnę” wepchnięto w mój ulubiony gatunek jakim jest horror. Czy faktycznie mamy do czynienia z nowym Remigiuszem Mrozem, który z hukiem zawładnie umysłami horror maniaków? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź poniżej.

poniedziałek, 17 lipca 2017

Łukasz Henel - wywiad

Nie wiem, czy „Demon” jest moją najlepszą książką z literackiego punktu widzenia, ale z pewnością jest największym do tej pory komercyjnym sukcesem.


Cześć Łukasz.
Nie wiem czy pamiętasz, ostatni raz rozmawialiśmy 11 sierpnia 2015 roku. Był to wywiad na blog Oka i dotyczył premiery Twojej książki „Podziemne miasto”. Co się zmieniło przez te dwa lata?

Jak ten czas leci… Przede wszystkim napisałem i wydałem kolejną powieść, a wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że spotkała się ona z ogromnym zainteresowaniem. Na obecną chwilę można mówić o dużym sukcesie „Demona”. Poza tym cały czas piszę. Tworzę również teksty bardziej „użytkowe”, ponieważ pracuję również jako copywriter. Myślę jednak, że przez te dwa lata dojrzewałem „mentalnie” oraz warsztatowo do napisania „Demona”. Jeśli pytasz mnie co uznaję za uwieńczenie tego okresu, to bezspornie jest to właśnie nowa książka.

Najnowsza powieść „Demon”, tym razem ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk. Jak długo powstawała?

         To nieco skomplikowane. Właściwie trudno jest powiedzieć, kiedy powieść powstaje. Rozumiesz, najlepszy pomysł może przyjść ci do głowy kiedy idziesz do łazienki umyć zęby. Wizja powieści jakoś z wolna rodzi się w głowie. W pewnym momencie czujesz, że jesteś gotów i siadasz do komputera. Dlatego trzeba oddzielić samo „fizyczne” pisanie tekstu od myślenia o nim. Ja myślałem o „Demonie” na pewno od czasu zamknięcia projektu jakim było „Podziemne miasto”. A może nawet jeszcze wcześniej. Natomiast samo pisanie zajęło mi około trzech miesięcy.

         Powiedz jeszcze, jak przygotowywałeś się do napisania „Demona”?

         Przede wszystkim konieczne było zdobycie pewnego rozeznania w temacie Gór Sowich. Pomogła wycieczka jak i lektura książek. Sam pomysł natomiast narodził się w… Szklarskiej Porębie. Udaliśmy się z żoną na cmentarz, aby spróbować odszukać grób malarza Wlastimila Hofmana. Spotkałem tam bardzo ciekawego człowieka, który opowiedział mi o skarbach ukrytych w Górach Sowich. Wspomniał między innymi o Werwolfie i jego „rezydentach” do tej pory strzegących tajemnic. Zgodnie z jego opowieścią w miejsce domniemanego ukrycia skarbów miał swego czasu przyjechać generał Jaruzelski wraz z obstawą. Chcieli zacząć kopać i szukać skarbów. Jednak coś przestraszyło ich do tego stopnia, że już następnego dnia wyjechali w pośpiechu. Ta opowieść dała mi sporo do myślenia i z pewnością jakoś zainspirowała do napisania „Demona”.

czwartek, 13 lipca 2017

Dot Hutchison -Kolekcjoner motyli

KOLEKCJONER MOTYLI

Pierwsze spojrzenie na okładkę ”Kolekcjonera motyli” i nie można  nie pomyśleć o naszym rodzimym „Motylku” Kasi  Puzyńskiej. Takie miałam skojarzenie po otworzeniu przesyłki.
Jak się jednak okazało, okładka to jedyne, co te książki mają ze sobą wspólnego.

Agenci Victor Hanoverian i Brandon Eddison dostają wezwanie na miejsce zbrodni. Odkrywają posiadłość otoczoną ogrodem, w którym więziono młode kobiety i okrutnie się nad nimi znęcano. Ich ciała pokryto tatuażami, tak by przypominały motyle, Jedna z nich, Maya, trafia do pokoju przesłuchań FBI. Jej zeznania mają pomóc w rozwikłaniu jednej z najbardziej niesamowitych spraw w historii agencji. Maya mówi o życiu w ogrodzie. Opowiada przerażającą historię Ogrodnika, brutalnego nadzorcy ogarniętego chorą obsesją. Im więcej dziewczyna ujawnia, tym bardziej agenci nie mogą oprzeć się wrażeniu, że znacznie więcej przed nimi skrywa.