Okiem na Horror

Okiem na Horror

wtorek, 7 lutego 2017

KLĄTWA NAGRODY GRABIŃSKIEGO

KLĄTWA NAGRODY GRABIŃSKIEGO
Czy jest sens robić plebiscyt na OkoLicy Strachu?

Z napisaniem tego felietonu nosiłem się dość długi czas. Chciałem w końcu wyrazić swój sprzeciw pseudo rankingom w sieciach księgarskich, konkursom i plebiscytom, w których to nie jakość nominowanych książek, a kasa, znajomości i moda na autora czy tematykę próbuje wciskać fanom literackiego horroru co jest dobre, a co złe. Co jest największym hitem, a co gniotem. 
Bodźcem, który szarpnął mną w końcu do napisania tego tekstu są wyniki plebiscytu Kostnicy – Złoty Kościej, które są dla mnie w kilku przypadkach porażające i z coraz większym zdziwieniem obserwowałem wrzucane posty na facebookowym profilu Kostnicy.

Od razu napiszę, ponieważ pewnie ktoś mi zarzuci żal i zazdrość z powodu, że OkoLica Strachu, która była nominowana w trzech kategoriach nie otrzymała żadnej nagrody. To nie żal, tym bardziej nie zazdrość. Szczerze gratuluję Łukaszowi Radeckiemu i Robertowi Cichowlasowi, Grześkowi Kopcowi i Arturowi Urbanowiczowi. Akurat Wam, Moi Drodzy to wyróżnienie się należało, chociaż jak zażartowałem w jednym z postów „Radecki to ma chyba monopol na Kościeja”. Nie zmienia to faktu i napiszę szczerze, że jestem rozczarowany. Chociaż, gdy z drugiej strony słucham np. podcastu Konglomeratu i widzę, że połowa gości wymienia OkoLicę jako największe, pozytywne zaskoczenie mijającego roku, to rozpiera mnie duma i radość. Gdy po wyprzedaży kolejnego dodruku piszecie kiedy będzie następny, to odpalam kolejne wiadomości z coraz większym zaskoczeniem i dumą. Dumą za OLSa, za redakcję i autorów, którzy z nami współtworzą czasopismo.


Zanim przejdę do nagrody Kostnicy, chciałem wytłumaczyć tytuł felietonu „Klątwa Nagrody Grabińskiego”. 
Wbrew pozorom obie nagrody maja ze sobą wiele wspólnego. W moim odczuciu, obie niszczyły lub niszczą jakościowo dobre teksty, gloryfikując często (chociaż nie zawsze) te słabe, napisane przez "kolegów autorów". Wyjaśnię, że współpracowałem przez okres roku przy nagrodzie Grabińskiego i pewne rzeczy, wręcz patologiczne zachowania znam z autopsji. Sama Nagroda Grabińskiego wywoływała wiele kontrowersji z różnych powodów. Nie będę wszystkich przytaczał, bo nie o niej ma być to felieton.  Największym błędem organizatorów Graba było zaproszenie do współpracy ludzi, którzy niekoniecznie mieli coś wspólnego z literackim horrorem. Powodowało to, że oddane przez nich głosy nie były rzetelne, nie oddawały jakości przeczytanych tekstów (nagroda była przyznawana przez czytelników i druga przez Kapitułę) co powodowało kuriozalne wyniki, które ślepo były podawane do publicznej wiadomości, co wywoływało uzasadniony hejt nagrody. 

Pamiętam jedną z rozmów z członkiem owej kapituły, którego zapytałem 
- Na kogo głosowałeś?
Odpowiedział
- Ja? Seba, ja nie mam czasu czytać tych nominowanych opowiadań i książek, piszę swoją. Zagłosowałem na Ł bo go znam. (Nie będę ujawniał imion i nazwisk bohaterów tego wpisu, ponieważ nie mam na to zgody).
Przeraziło mnie to bardzo, ponieważ zdałem sobie sprawę, że takim czynem wypacza się wartość każdego z nominowanych utworów. Kolejną rzeczą, o którą oskarżano organizatorów było kolesiostwo. Nie chciałem w to wierzyć, do czasu, gdy zapytałem się jednego z mniejszych wydawców 
- Ile sprzedałeś sztuk swojego zbioru? 
Odpowiedział 
- Kilkanaście (o ile pamiętam dobrze, to czternaście).
-A możesz mi sprawdzić kto z Kapituły zakupił ten zbór?
-Jasne!
- Jedna osoba!!!
Mało tego, opowiadanie z tego zbioru zdobyło oczywiście główną nagrodę! Myślę sobie, jakim cudem, skoro nikt tego nie czytał? Podrukowali sobie czy co?
Dlatego postanowiłem odejść i myślałem, że ten pojedynczy przypadek, jednej nagrody jest odosobniony. Rak zniszczenia toczył Nagrodę od środka i to jest fakt.

Na szczęście, co bardzo mocno chcę podkreślić, Nagroda Grabińskiego jest organizowana już przez innych ludzi, będzie zupełnie inny system głosowania, jak najwięcej rzeczy będzie jawnych i znając faceta, który na barki wziął sobie stworzenie marki nagrody na nowo - nie będzie kolesiostwa. Jest nadzieja!

Wracamy do meritum. Wyniki Kościeja powodują, że zastanawiam się tak jak inni, "Kto tam głosował?"
No to o co chodzi mi z tym Złotym Kościejem?

Po pierwsze aby przejść dalej, musimy założyć jedną, podstawową rzecz! 
Czy jeżeli chodził o Graba, czy Lubimyczytać.pl i Kościeja - to w tych konkursach czy jak je zwał, nie wygrywają najlepsze książki. Zwyciężają nazwiska, nośne tytuły i Ci, którzy mają najwięcej znajomych. Jeżeli to sobie uświadomimy, to dalsze moje wyrzuty będzie łatwiej przełknąć.

Złoty Kościej, to przede wszystkim zabawa, plebiscyt i chciałoby się powiedzieć mało znacząca nagroda, więc może nie warto się spinać. Jednak, gdy pomyślę, że wyznacznikiem dobrej literatury mogą być w znaczącej mierze wybrane tytuły, to jestem wystraszony.
Pominę może rozpisywanie się nad chaosem, jaki towarzyszył skomponowaniu nominacji. Przecież można wybaczyć organizatorom, że kompletnie nie ogarnęli tematu. Ok, ale nie można wybaczyć, że nie przeciwdziałali kombinatorstwu. Horrory w kategorii thriller, te same książki nominowane jako horror i thriller, jeden wydawca nawet wbrew regulaminowi zgłosił dwa opowiadania, albo gorzej, całe szczęście, że nie zebrali się np. wszyscy autorzy antologii "Krew zapomnianych bogów" i zgłosili swoje opowiadania, na co zezwala regulamin - mielibyśmy piętnaście nominacji de facto jednej książki... o co chodzi?
Istnym szokiem było dla mnie zwycięstwo w kategorii Fantastyka Roku. Dałbym sobie rękę uciąć, że wygra M.S. Przybyłek ze swoim "Orłem białym" chyba jednym z głośniejszych tytułów ubiegłego roku! Jednak wygrywa książka, której nie ma w sprzedaży stacjonarnej, a można ja kupić na stronie wydawnictwa. (Halo, halo - a kto to ten Rebis?)
Podobnie z wynikiem Wydawcy Roku. Zwycięża wydawnictwo, które ma w dorobku bodaj siedem tytułów, którym raczej daleko do fantastyki czy horroru - ok, gdzieś o thriller to się ociera. Więc trafnie ktoś zapytał i pytam ja "Kto tam w ogóle głosował?" Dla mnie szok.
Serdecznie gratuluję Grześkowi Kopcowi, ponieważ napisał najlepsze w swojej młodej karierze opowiadanie, które ukazało się w antologii "Dreszcze". Hmmm.... ale jest jeden szkopuł. Z tego co pamiętam i sprawdzałem na fanpagu wydawcy, to wydrukowano ok 40 egzemplarzy. Dziewiętnaście dla autorów, których teksty tam się znalazły, kilka dla patronów, pozostałe poszły do sprzedaży. Więc ponownie pytam: Kto to czytał i kto głosował? No chyba, że wydawca nie poinformował już, że "Dreszcze" (notabene świetny zbiór) trafił do szerszej sprzedaży, ale wątpię.

Napisałem te kilkanaście słów także dlatego, że razem z resztą redakcji OLSa mamy w planach ruszyć z naszym plebiscytem, gdzie czytelnicy będą wybierać swoje ulubione opowiadania i teksty publicystyczne. I szczerze powiem, teraz się zastanawiam czy ma to sens? Może należy jako organizator przyjąć, że wygra nie najlepsze w odczuciu czytelników opowiadanie, a te, które będzie najbardziej promowane przez autora? Rozmawiałem już o tym w "Korsarzem", który mówi "...ale my przecież gniotów w OLSie nie mamy?" No ok, nie mamy. Tylko na ile te wyniki będą adekwatne do jakości i odczuć czytelników? Przecież trzeba założyć, że zwycięskie opowiadanie może zdobyć 983 głosy przy 500 sztuk nakładu. I co wtedy? Otrąbić czyjeś zwycięstwo, domyślając się, że tylko autor przeczytał swoje opowiadanie? Sam nie wiem. Jak ktoś ma pomysł, to ja chętnie posłucham.

Klątwa Nagrody Grabińskiego nadal istnieje i się pożywia na naszej głupocie, może ktoś ją zamknie w cholerę, w ołowianej trumnie. Może będzie to nowy Grabiński? Miejmy nadzieję, ponieważ wszelkie dotychczasowe głosowania czytelników wydają się być oderwane od rzeczywistych ocen ludzi zajmujących się literaturą grozy w Polsce. 







3 komentarze:

  1. To nie żal ani zazdrość - to ociera się aż o żal i ściśnięcie dupy. Uważam, że te nagrody czy konkursy mogą tylko przynieść korzyść literaturze grozy czy literaturze popularnej, a taki żal dupy (który zaprezentowałeś) raczej temu nie pomaga. Ale za to są peany nad swoim dziełem, proponuje dojść do siebie po zachłyśnięciu się samym sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra, ale w jaki sposób takie konkursy mają podnieść prestiż literatury popularnej? Sebastian ma niestety rację, pisząc, że sposób wyłaniania zwycięzców zarówno Nagrody Grabińskiego, jak i Kościeja był wątpliwy. W pierwszym wypadku była to Kapituła składająca się z pisarzy, więc mieliśmy kuriozalną sytuację gdzie sami zainteresowani głosowali komu ze swojego grona przyznać nagrodę. Taki przykład: moje opowiadanie zostało nominowane do Grabińskiego w 2015 roku, a miesiąc wcześniej dostałem propozycję udziału w pracach Kapituły – jako publikujący autor…. Rzecz jasna odmówiłem, bo takie nagrody to błazenada.

      W przypadku Kościeja sprawa jest jeszcze bardziej oczywista. Zwycięzców wyłaniał plebiscyt mailowy, więc droga do zwycięstwa wiodła przez mobilizację większego grona znajomych niż konkurencja. Ewentualnie w grę wchodziło założenie sporej ilości kont.

      I teraz pytanie, w jaki sposób konkursy, których mechanizm łatwo poddać w wątpliwość, a wyniki wyśmiać maja podnieść prestiż? Przecież to jest kolejny powód do szyderstwa z polskiej literatury grozy, więc jest dokładnie odwrotnie niż piszesz.

      Usuń
  2. Piotrze nie dyskutuj. Nie ten poziom. Ktoś kompletnie nie zrozumiał tego co napisałem. Pominę, że ja żadnej korzyści z takich cyrków nie widzę.

    OdpowiedzUsuń